12.
Kolejnego dnia już wcześnie rano byłem na nogach. W nocy nie mogłem nawet spać, byłem podekscytowany tymi zakupami jak małe dziecko. Szybko się ogarnąłem, zrobiłem makijaż najlepiej jak potrafiłem i ubrałem najładniejsze ciuchy. Nie chciałem przecież, żeby Tom się mnie wstydził. Do tego myśl o tym co będzie działo się po zakupach przyprawiała mnie o motylki w brzuchu. Od dawna tego nie czułem, a co bardziej niesamowite znowu czuje to do niego. Co to może być jeśli nie prawdziwa miłość? Komu innemu byłbym w stanie wybaczyć i zapomnieć tyle krzywd które mi wyrządził?
Była dokładnie 8 rano. Nie mogłem sobie znaleźć miejsca, a byłem przekonany, że Tom nadal śpi w najlepsze... gdzieś. W jednym z kilkudziesięciu pokoi. Dobijające było to, że nawet nie miałem pojęcia w którym z nich go szukać.
- Tom...
Szepnąłem bezradnym głosem. Tom niestety nie pojawił się nigdzie w pobliżu tak jak tego oczekiwałem więc nie miałem innego wyjścia jak zabrać się za przeszukiwanie pokoi.
Pierwszą dziesiątkę przeszukałem z zapałem, jednak nikogo tam nie znalazłem toteż mój zapał szybko zgasł.
Wryło mnie w ziemię kiedy w którymś z dalszych pokoi znalazłem Toma. Jednak elementem który zupełnie mnie zaskoczył było to, że nie był on sam. Kompletnie się tego nie spodziewałem i byłem załamany. Przy oknie stała kobieta o wyraźnych kobiecych kształtach paląca papierosa, w momencie kiedy Tom leżał prawie nagi bo w samych bokserkach na łóżku.
Oczywiście, od razu domyśliłem się co tutaj robili, a po tym co już zdążyłem sobie wyobrazić to naprawdę zabolało. Jak głupi myślałem, że Tomowi na mnie zależy, że zmienił swoje podejście do mnie i będzie łączyło nas w końcu coś więcej. Ale nie, niestety ludzie tacy jak on nigdy się nie zmieniają, w końcu był, albo i nadal jest alfonsem, nie może mieć żadnych wyższych uczuć, do wszystkiego podchodzi z dystansem.
- Bill? Co Ty tu robisz?
Zapytał Tom podnosząc się, a na jego twarzy pojawiło się niezrozumienie i jakby lekki niepokój.
- To jest Bill?
Odezwała się kobieta.
- No proszę... Tom dużo mi o Tobie opowiadał... Podobno jesteś bardzo niegrzecznym chłopcem.
Zaśmiała się i podeszła do mnie. Zaczęła mi się dokładnie przyglądać, a ja stałem jak sparaliżowany.
- Tom co tu się dzieje?
Wyszeptałem. Mój głos brzmiał teraz żałośnie.
- Linda, daj mu spokój widzisz, że się Ciebie boi.
Tom stanął w mojej obronie, za co w tym momencie byłem mu akurat bardzo wdzięczny.
- Bill po co tu przyszedłeś?
Zwrócił się do mnie, a ja przez tą całą sytuację prawie zapomniałem po co tu przyszedłem.
- Mieliśmy jechać do sklepu, ale to już nie ważnie.... nie przeszkadzajcie sobie i pierdolcie się dalej...
Wybiegłem stamtąd niemal z płaczem. Nie potrafiłem pogodzić się z tym, że Tom wybrał taką cycatą dziwkę mając w zasięgu mnie. Dla niego zawsze byłem gotowy i chętny do zabawy. Nigdy mu nie odmówiłem, nigdy.
W tym momencie miałem wszystkiego dosyć. Wszystkiego, a przede wszystkim Toma. Wybiegłem przed willę i usiadłem na schodkach, zacząłem głośno płakać nie zwracając na nic uwagi. Cały mój staranny makijaż poszedł się jebać. Kiedy już trochę się opanowałem, a było to jakieś 30 minut później nieznana mi kobieta wyszła z willi mijając mnie bez słowa po czym wsiadła do czarnego samochodu i odjechała. Zaraz po niej wyszedł Tom który spojrzał na mnie z politowaniem.
- Bill co to był za cyrk?
Zapytał chichocząc, ja tylko spojrzałem na niego zamazanymi od łez oczami.
- Co to miało znaczyć "pierdolcie się dalej"?
Zacytował moje słowa, a uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Przeleciałeś ją. Przyznaj się. Miej odwagę powiedzieć mi to prosto w twarz.
Wstałem i moja twarz znalazła się na wysokości twarzy Toma.
- Nie przeleciałem jej to po pierwsze, a nawet gdybym ją przeleciał to co Ci do tego?
- Rozumiem. Przecież jestem tylko zwykłą dziwką, nic dla Ciebie nie znaczę...
- Bill, od początku stawiałem sprawę jasno. Owszem, być może jesteś jedną z moich ulubionych dziwek i specjalnym względem jest też to, że jesteś moim bratem, ale nie licz na nic więcej. Chyba nie myślałeś, że się w Tobie zakochałem, dla Ciebie zmienię się i będziemy parą, a Twoje marzenia o mnie się spełnią?
Zapytał chichocząc, a ja patrzyłem na niego z kamienną miną i bólem w oczach.
- Myślałeś tak....
Szepnął Tom i wtedy stało się coś czego się nie spodziewałem i nigdy bym się nie spodziewał. Przytulił mnie, zrobił to z takim uczuciem, że momentalnie zrobiło mi się ciepło na sercu.
- Tom dlaczego taki jesteś? Błagam Cię, spróbuj się zmienić, zrób to dla mnie, proszę! Ja zrobiłem dla Ciebie tak wiele...
Wyszlochałem mocno się w niego wtulając i brudząc tym samym jego koszulkę.
- Dobrze wiesz, że nie mogę Ci tego obiecać Bill, ale przysięgam, że z Lindą łączą mnie zupełnie inne sprawy niż łóżkowe...
Pogłaskał mój policzek.
- Nie płacz już braciszku bo w Twoim wieku to naprawdę niewskazane...
Zażartował.
- Idź się umyć i jedziemy.
Po jego słowach ze spuszczoną głową poszedłem do łazienki. Umyłem dokładnie twarz i zrobiłem od nowa makijaż.
Parę minut później siedzieliśmy już z Tomem w samochodzie i zmierzaliśmy do centrum handlowego.
Lubiłem przyglądać się temu jak Tom prowadzi samochód. Robił to w sposób który mnie podniecał. Widok jego dłoni, szczególnie na gałce do skrzyni biegów doprowadzał mnie do szaleństwa. Wiadomo z czym ona mi się kojarzyła, a to jak ręka Toma sprawnie ją "dotykała" sprawiło, że nie kontrolując się cicho jęknąłem.
Tom od razu spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Bill, Ty zboczeńcu...
Podsumował od razu. Widać, zdążył zauważyć gdzie ostatnio przez dłuższą chwilę padał mój wzrok, a jako, że jakimś cudem wie o czym myślę przejrzał mnie na wylot.
- Poważnie?
Zerknął na mnie śmiejąc się.
- Nie wiedziałem, że aż taki jesteś wyposzczony....
- Tom nie śmiej się, dobrze wiesz jak na mnie działasz.
Obroniłem się, ale mimo tego czułem jak moje policzki zalewa rumieniec.
Po tej krępującej sytuacji Tom zatrzymał samochód przed centrum handlowym. Kiedy znaleźliśmy się już w środku dopiero poczułem się w swoim żywiole, Tom nieco mniej, ale teraz nie miał nic do gadania.
Ciągałem go po najdroższych sklepach, przymierzałem masę ciuchów, sporo wybrałem też dla niego. Nie był tym może zachwycony, ale nie bałem się o jego fundusze. Dobrze wiedziałem, że kto jak kto, ale Tom ma kasy jak lodu. Po zaliczeniu wszystkich ważniejszych sklepów z reklamówkami pełnymi butów, ubrań, bielizny między innymi też tej erotycznej, przeróżnych drobiazgów takich jak pierścionki, bransoletki itp. podążyliśmy do supermarketu. Ciągle chodził za mną jogurt truskawkowy.
Zostawiłem Toma obładowanego, a sam zasuwałem z koszykiem po sklepie, nie było chyba rzeczy której bym w nim nie miał, ale ilością zdecydowanie przeważał jogurt truskawkowy i alkohole.
Do domu dotarliśmy dopiero wczesnym wieczorem. Po Tomie było widać, że jest wykończony, natomiast ja czułem się cudownie, tak świetnie jak nigdy dotąd. Od razu zabrałem się za wypakowanie wszystkiego.
- Idę się odświeżyć i odpocząć, ty zrób kolację i załóż któreś z tych ubrań które kupiliśmy na takie okazję.
Rzucił i zniknął mi z oczu. Z ogromną przyjemnością zrobiłem to o co mnie poprosił, w końcu z tym co kupiliśmy miałem duże pole do popisu. Kolacja przy świecach była gotowa już po pół godzinie, wtedy poszedłem się umyć, szczególnie w "tym" miejscu które dzisiejszego wieczoru odegra jedną z ważniejszych ról. Już nie mogłem doczekać się kiedy poczuję Toma w sobie. W samym erotycznym stroju pojawiłem się znowu przy stole przy którym siedział już czekający na mnie Tom. Na mój widok gwizdnął.
- Wyglądasz jak prawdziwa luksusowa dziwka...
Szepnął z podziwem.
- To znaczy, że strój spełnia swoją rolę...
Szepnąłem siadając na jego kolanach twarzą do niego. Wtedy Tom spojrzał mi głęboko w oczy.
- Dzisiaj jest wyjątkowy dzień. Mimo tego stroju po raz pierwszy nie potraktuję Cię jak dziwkę... Dzisiaj będziesz dla mnie kimś wyjątkowym...
Szepnął wpijając się w moje usta.
poniedziałek, 15 lipca 2013
niedziela, 23 czerwca 2013
11.
11.
Obudziłem się w kompletnych ciemnościach. Była noc i to było pewne, ale nie miałem pojęcia ile dni minęło. Po krótkiej ocenie otoczenia stwierdziłem, że leżę na sofie, a to oznaczało, że Tom nigdzie mnie nie przenosił. No właśnie, gdzie on jest? To świetne pytanie zwłaszcza, że chcę się dowiedzieć co tu się do cholery dzieje. Czemu odleciałem? Skoro to nie sprawka Toma to czyja?
- Tom...
Spróbowałem zawołać, ale mój głos był mocno zachrypnięty, a gardło kompletnie wyschnięte i nie potrafiłem nawet wydać z siebie głośniejszego dźwięku. Westchnąłem zrezygnowany. Czułem się słabo i wolałem nie ryzykować upadku podczas próby wstania. Złapałem więc wazon stojący na stole obok sofy i cisnąłem nim z całej siły o ścianę. Rozbił się na małe kawałeczki robiąc przy tym straszny hałas. Momentalnie w salonie zapaliło się światło i w pobliżu sofy pojawił się nieźle wkurwiony Tom. Splótł ręce na piersi i wpatrywał się we mnie.
- Widzę, że czujesz się już całkiem nieźle...
Powiedział z ironią.
- Ale to do cholery nie jest jeszcze powód, żeby demolować mi salon!
- Sorry...
Wyszeptałem.
- Nie miałem siły Cię zawołać... Możesz dać mi coś do picia?
Powiedziałem półgłosem. Tom skinął głową i wyszedł, a po chwili pojawił się ze szklanką wody w ręku którą mi podał. Pomógł mi usiąść i wtedy wziąłem pierwsze dwa łyki. To zdecydowanie mi pomogło.
- Tom co to w ogóle było?
Tom pokręcił nerwowo głową na bok.
- Nie wiem, kurwa, nie wiem. Jakimś wyjaśnieniem byłoby to, że facet który tu wczoraj był - Rico, dolał mi czegoś do whisky. Tylko, że ja czuje się dobrze dlatego nie mam pojęcia co tu się do cholery dzieje...
- Tom bo ty... przecież ty... ty nie jesteś człowiekiem...
Szepnąłem spuszczając wzrok.
- ... a-a ja nim jestem, jestem słaby, nie zapominaj o tym Tom.
Tom mocno zmarszczył czoło.
- A kto Ci powiedział, że ja nie jestem?
Tutaj parsknął.
- Owszem, może pozwoliłem Ci tak myśleć, ale nadszedł czas na chwilę szczerości Bill.
Teraz czułem się już kompletnie zagubiony. Po tym wszystkim co się wydarzyło naprawdę nie wiedziałem kiedy on mówi prawdę.
- Bill to tak banalnie proste.... ja po prostu potrafię wykorzystać zmysły i umiejętności o których istnieniu ty nawet nie masz pojęcia.
Oczywiście nadal nic nie rozumiałem, ale to, że Tom jest człowiekiem prawdę mówiąc sprawiło, że zrobiło mi się ciepło na sercu.
- Co z tym Rico? Nie zapytasz go czy maczał w tym palce?
- Pytałem. Przysięgał, że nie ma z tym nic wspólnego.
- I tak po prostu mu wierzysz?
- Tak. Ten facet nie potrafi kłamać. Bill może ty po prostu nie potrafisz pić? Masz tak słaby łeb, że przy mocniejszym alkoholu od razu odpadasz?
- Nie, nie sądzę Tom. Pamiętasz ten dzień w którym się poznaliśmy?
Mimo tego wszystkiego uśmiechnąłem się na wspomnienie tego dnia.
- Wtedy wypiłem naprawdę dużo i czułem się świetnie. Przypomnij sobie co byłem w stanie zrobić w łóżku, od razu zrozumiesz, że tą ewentualność powinieneś odrzucić.
Tom zamyślił się przez moment, a potem zaśmiał.
- Masz rację.
Potwierdził moje słowa.
- Damy tej sprawie spokój. Jeśli coś podobnego zdarzy się ponownie to dopiero wtedy będziemy się tym martwić. Teraz wracaj do żywych.
Uśmiechnął się i już chciał odejść, ale zatrzymałem go.
- Tom, zaczekaj.... mam ochotę na jogurt truskawkowy.
W tym momencie mina Toma była bezcenna. Czy to naprawdę zabrzmiało tak głupio?
- Liczysz na to, że w środku nocy wsiądę do auta i pojadę do sklepu bo masz ochotę na jogurt?
Zapytał unosząc brew i parskając przy tym śmiechem.
Zrobiło mi się głupio. Może rzeczywiście ten pomysł do mądrych nie należał, ale Tom mógłby przecież odmówić i po prostu powiedzieć, że zrobi to jutro.
- Przepraszam. Ja po prostu mam straszną ochotę.
Szepnąłem i z powrotem się położyłem.
Tom po raz kolejny tej nocy zamyślił się.
- W kuchni są truskawki. Mogę spuścić Ci się do jakiegoś kubeczka, wymieszasz sobie moją spermę z truskawkami i jogurt truskawkowy gotowy...
Zakpił sobie.
- Zabawne...
Mruknąłem.
Tom westchnął.
- Dobra Bill, z racji, że już i tak mieszkasz w moim domu, dajesz mi dupy, a do tego jesteś moim bratem, jutro pojadę z tobą do centrum handlowego, ale pamiętaj, że będziesz odwiedzał to miejsce tylko raz w miesiącu więc lepiej kup wszystko na zapas.
Spojrzałem na niego z niedowierzaniem. Nie pamiętałem kiedy ostatnio byłem w sklepie, a kochałem to przecież.... do tego z Tomem... po prostu bajka.
- Naprawdę Tom? Będziemy razem oglądać i przymierzać ciuchy?
Zapytałem z entuzjazmem i momentalnie wszystkie siły do mnie wróciły bo wyskoczyłem z łóżka i rzuciłem się mu na szyję.
- Kocham Cię, kocham Cię, kocham!!!
Zacząłem go obcałowywać. Taka prosta rzecz, a dała mi szczęście którego nie zaznałem od tak dawna.
- Bill spokój...
Tom uwolnił się ode mnie w końcu śmiejąc się.
- Rano ja zrobię coś dla Ciebie, ale za to wieczorem liczę, że ty zrobisz coś dla mnie.
- Sex?
Zapytałem patrząc w jego duże czekoladowe oczy które widziałem dobrze mimo ciemności która panowała w pokoju.
- Tak.... długi, gorący i tym razem namiętny sex....
Zdziwiłem się trochę bo sądziłem, że Toma kręci tylko szybko, ostro i z najbardziej perwersyjnymi gierkami.
- Chcę małej odmiany. Muszę sprawdzić jak radzisz sobie jeśli chodzi o taki sex.
Nie wiem czemu, ale miałem wrażenie, a może bardziej marzenie o tym, że Tom kłamie, że coś do mnie czuje i chce mojej bliskości, a nie tylko szybkiego rżnięcia dla zaspokojenia swojego napięcia seksualnego.
- Dobrze Tom.
Szepnąłem patrząc mu w oczy. Dziwne, że zaczynałem odnosić wrażenie, że ucieczka z burdelu była strzałem w 10. Całe moje życie jak gdyby się zmieniło, nie obsługuje klientów tylko mojego Toma. Mam go na własność. Cały czas blisko siebie. Czy nie właśnie o tym marzyłem?
Obudziłem się w kompletnych ciemnościach. Była noc i to było pewne, ale nie miałem pojęcia ile dni minęło. Po krótkiej ocenie otoczenia stwierdziłem, że leżę na sofie, a to oznaczało, że Tom nigdzie mnie nie przenosił. No właśnie, gdzie on jest? To świetne pytanie zwłaszcza, że chcę się dowiedzieć co tu się do cholery dzieje. Czemu odleciałem? Skoro to nie sprawka Toma to czyja?
- Tom...
Spróbowałem zawołać, ale mój głos był mocno zachrypnięty, a gardło kompletnie wyschnięte i nie potrafiłem nawet wydać z siebie głośniejszego dźwięku. Westchnąłem zrezygnowany. Czułem się słabo i wolałem nie ryzykować upadku podczas próby wstania. Złapałem więc wazon stojący na stole obok sofy i cisnąłem nim z całej siły o ścianę. Rozbił się na małe kawałeczki robiąc przy tym straszny hałas. Momentalnie w salonie zapaliło się światło i w pobliżu sofy pojawił się nieźle wkurwiony Tom. Splótł ręce na piersi i wpatrywał się we mnie.
- Widzę, że czujesz się już całkiem nieźle...
Powiedział z ironią.
- Ale to do cholery nie jest jeszcze powód, żeby demolować mi salon!
- Sorry...
Wyszeptałem.
- Nie miałem siły Cię zawołać... Możesz dać mi coś do picia?
Powiedziałem półgłosem. Tom skinął głową i wyszedł, a po chwili pojawił się ze szklanką wody w ręku którą mi podał. Pomógł mi usiąść i wtedy wziąłem pierwsze dwa łyki. To zdecydowanie mi pomogło.
- Tom co to w ogóle było?
Tom pokręcił nerwowo głową na bok.
- Nie wiem, kurwa, nie wiem. Jakimś wyjaśnieniem byłoby to, że facet który tu wczoraj był - Rico, dolał mi czegoś do whisky. Tylko, że ja czuje się dobrze dlatego nie mam pojęcia co tu się do cholery dzieje...
- Tom bo ty... przecież ty... ty nie jesteś człowiekiem...
Szepnąłem spuszczając wzrok.
- ... a-a ja nim jestem, jestem słaby, nie zapominaj o tym Tom.
Tom mocno zmarszczył czoło.
- A kto Ci powiedział, że ja nie jestem?
Tutaj parsknął.
- Owszem, może pozwoliłem Ci tak myśleć, ale nadszedł czas na chwilę szczerości Bill.
Teraz czułem się już kompletnie zagubiony. Po tym wszystkim co się wydarzyło naprawdę nie wiedziałem kiedy on mówi prawdę.
- Bill to tak banalnie proste.... ja po prostu potrafię wykorzystać zmysły i umiejętności o których istnieniu ty nawet nie masz pojęcia.
Oczywiście nadal nic nie rozumiałem, ale to, że Tom jest człowiekiem prawdę mówiąc sprawiło, że zrobiło mi się ciepło na sercu.
- Co z tym Rico? Nie zapytasz go czy maczał w tym palce?
- Pytałem. Przysięgał, że nie ma z tym nic wspólnego.
- I tak po prostu mu wierzysz?
- Tak. Ten facet nie potrafi kłamać. Bill może ty po prostu nie potrafisz pić? Masz tak słaby łeb, że przy mocniejszym alkoholu od razu odpadasz?
- Nie, nie sądzę Tom. Pamiętasz ten dzień w którym się poznaliśmy?
Mimo tego wszystkiego uśmiechnąłem się na wspomnienie tego dnia.
- Wtedy wypiłem naprawdę dużo i czułem się świetnie. Przypomnij sobie co byłem w stanie zrobić w łóżku, od razu zrozumiesz, że tą ewentualność powinieneś odrzucić.
Tom zamyślił się przez moment, a potem zaśmiał.
- Masz rację.
Potwierdził moje słowa.
- Damy tej sprawie spokój. Jeśli coś podobnego zdarzy się ponownie to dopiero wtedy będziemy się tym martwić. Teraz wracaj do żywych.
Uśmiechnął się i już chciał odejść, ale zatrzymałem go.
- Tom, zaczekaj.... mam ochotę na jogurt truskawkowy.
W tym momencie mina Toma była bezcenna. Czy to naprawdę zabrzmiało tak głupio?
- Liczysz na to, że w środku nocy wsiądę do auta i pojadę do sklepu bo masz ochotę na jogurt?
Zapytał unosząc brew i parskając przy tym śmiechem.
Zrobiło mi się głupio. Może rzeczywiście ten pomysł do mądrych nie należał, ale Tom mógłby przecież odmówić i po prostu powiedzieć, że zrobi to jutro.
- Przepraszam. Ja po prostu mam straszną ochotę.
Szepnąłem i z powrotem się położyłem.
Tom po raz kolejny tej nocy zamyślił się.
- W kuchni są truskawki. Mogę spuścić Ci się do jakiegoś kubeczka, wymieszasz sobie moją spermę z truskawkami i jogurt truskawkowy gotowy...
Zakpił sobie.
- Zabawne...
Mruknąłem.
Tom westchnął.
- Dobra Bill, z racji, że już i tak mieszkasz w moim domu, dajesz mi dupy, a do tego jesteś moim bratem, jutro pojadę z tobą do centrum handlowego, ale pamiętaj, że będziesz odwiedzał to miejsce tylko raz w miesiącu więc lepiej kup wszystko na zapas.
Spojrzałem na niego z niedowierzaniem. Nie pamiętałem kiedy ostatnio byłem w sklepie, a kochałem to przecież.... do tego z Tomem... po prostu bajka.
- Naprawdę Tom? Będziemy razem oglądać i przymierzać ciuchy?
Zapytałem z entuzjazmem i momentalnie wszystkie siły do mnie wróciły bo wyskoczyłem z łóżka i rzuciłem się mu na szyję.
- Kocham Cię, kocham Cię, kocham!!!
Zacząłem go obcałowywać. Taka prosta rzecz, a dała mi szczęście którego nie zaznałem od tak dawna.
- Bill spokój...
Tom uwolnił się ode mnie w końcu śmiejąc się.
- Rano ja zrobię coś dla Ciebie, ale za to wieczorem liczę, że ty zrobisz coś dla mnie.
- Sex?
Zapytałem patrząc w jego duże czekoladowe oczy które widziałem dobrze mimo ciemności która panowała w pokoju.
- Tak.... długi, gorący i tym razem namiętny sex....
Zdziwiłem się trochę bo sądziłem, że Toma kręci tylko szybko, ostro i z najbardziej perwersyjnymi gierkami.
- Chcę małej odmiany. Muszę sprawdzić jak radzisz sobie jeśli chodzi o taki sex.
Nie wiem czemu, ale miałem wrażenie, a może bardziej marzenie o tym, że Tom kłamie, że coś do mnie czuje i chce mojej bliskości, a nie tylko szybkiego rżnięcia dla zaspokojenia swojego napięcia seksualnego.
- Dobrze Tom.
Szepnąłem patrząc mu w oczy. Dziwne, że zaczynałem odnosić wrażenie, że ucieczka z burdelu była strzałem w 10. Całe moje życie jak gdyby się zmieniło, nie obsługuje klientów tylko mojego Toma. Mam go na własność. Cały czas blisko siebie. Czy nie właśnie o tym marzyłem?
sobota, 1 czerwca 2013
10.
10.
Tom zatrzymał samochód pod naprawdę wypasioną białą willą. Na zielonym tle pięknego ogrodu wyglądała naprawdę imponująco. Z wrażenia, aż rozchyliłem usta co nie umknęło uwadze Toma bo od razu zaśmiał się.
- Nieźle się zapowiada, prawda braciszku?
Dorzucił zanim wysiadł z samochodu. Jak zaczarowany podążyłem za nim. Weszliśmy do środka i zacząłem się rozglądać. To było niesamowite, nigdy jeszcze nie byłem w tak wielkim pomieszczeniu.
- Będę miał tutaj swój pokój?
Zapytałem jakby nie bardzo mogąc w to uwierzyć.
- Dostaniesz swój pokój, ale jeśli mnie wkurzysz to piwnica będzie do twojej dyspozycji.
Powiedział Tom rzucając moje walizki w połowie korytarza.
- Wybierz sobie który Ci się podoba, umyj się i na razie nie zawracaj mi głowy. Mam coś ważnego do załatwienia.
Oznajmił mi w tym samym momencie odbierając dzwoniący już od jakiegoś czasu telefon. Zniknął gdzieś zanim zdążyłem się obejrzeć. Dziwne... ale nie wnikałem w to co się stało, byłem zbyt pochłonięty tym co miałem wokół siebie. Pozbierałem z ziemi moje walizki i wybrałem sobie spory, ale mimo to skromny na tle innych pokoi pokój. Rozpakowałem się i wszedłem do sporej łazienki która była w połączeniu z moim pokojem. Rozebrałem się i porządnie umyłem. Odświeżony, w ręczniku który był jedyną rzeczą okrywającą w tej chwili moje ciało wyszedłem z zamiarem założenia na siebie świeżych ubrań. W tym samym momencie dobiegły mnie krzyki z ogromnego salonu położonego piętro niżej na który z korytarza na tym piętrze był świetny widok. Otworzyłem drzwi i wyszedłem opierając się o poręcz schodów. Tom rozmawiał, a właściwie kłócił się z jakimś facetem, nie miałem pojęcia o czym bo porozumiewali się w jakimś dziwnym języku. Przykucnąłem i z uwagą ich obserwowałem. Tom stał tyłem do mnie więc czułem się bezpiecznie, że nie zauważy, że tak bezczelnie go podglądam. Trochę się pomyliłem o czym przekonałem się od razu.
- Bill na co się do kurwy gapisz?! Nie masz jakiś ciekawszych zajęć w swoim pokoju?!
W pierwszym momencie mnie zamurowało bo przecież nie mógł mnie widzieć, a jednak wiedział, że podglądam. Dopiero po chwili przypomniałem sobie, że przecież on wie wszystko.
- Przepraszam.
Szepnąłem żeby nie pogarszać sprawy i w pośpiechu cofnąłem się do swojego pokoju.
Wyszukałem w szafie odpowiednie ubranie i założyłem na siebie. Nie miałem co robić więc postanowiłem poleżeć ze słuchawkami w uszach. Dobra muzyka mnie uspokoiła i sprawiła, ze momentalnie zasnąłem.
Późnym wieczorem obudziło mnie szarpanie za ramie. Kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem Toma.
Wyciągnął mi słuchawki z uszu, a ja patrzyłem na niego z wielkim znakiem zapytania wypisanym na twarzy.
- Mam dla Ciebie przykrą wiadomość. Podjąłem decyzję, że zostaniesz wykastrowany.
Powiedział ze śmiertelnie poważną miną, na co ja wpadłem w panikę. Wiedziałem, że potrafi mieć przeróżne nawet najbardziej chore pomysły, nic mnie już nie dziwiło z jego strony. Zerwałem się z łóżka i patrzyłem na niego w przerażeniu.
- Nie... jak to.... dla-dlaczego!? nie możesz mi tego zrobić!
Tom wybuchnął głośnym śmiechem, a ja zmarszczyłem brwi.
- C-co?
Zapytałem nie mając pojęcia co wywołało u niego tę radość.
- Żartuje przecież. Chciałem Cię trochę rozruszać.
Powiedział jeszcze delikatnie chichocząc.
- Śmieszne kurwa! Naprawdę!
Nie wytrzymałem i rozpłakałem się. Wiem, że nie powinienem pokazywać swoich słabości, a już tym bardziej przed nim, jednak nie potrafiłem nad tym zapanować.
- Za 10 minut widzę Cię w salonie na dole.
Oznajmił mi i wyszedł. Byłem na niego wściekły za te głupie żarty, ale postanowiłem, że pójdę tam dla świętego spokoju. Po dokładnym odczekaniu tych 10 minut pojawiłem się w salonie na dole. Tom siedział na wielkiej sofie pijąc drinka, widziałem, że drugi taki sam stał na stole.
- Weź go i siadaj.
Rozkazał mi Tom i tak tez zrobiłem. Usiadłem obok niego i zacząłem sączyć po woli drinka spoglądając na Toma i w dalszym ciągu nie bardzo wiedząc jaki jest cel tego wszystkiego co się tutaj dzieje.
- Zrobisz mi dobrze.
Powiedział po chwili twierdząco.
- Yhm... i coś jeszcze?
Dopytałem unosząc brew i zaraz potem biorąc sporego łyka napoju.
- Na dzisiaj tylko tyle. To będzie twoja mała rozgrzewka przed poważniejszymi zadaniami w przyszłym czasie.
Skinąłem tylko głową i odłożyłem szklankę na stolik. Drink był świetnym pomyłem bo po nim poczułem się wyluzowany i miałem nawet ochotę się z Tomem zabawić. Wszedłem całym swoim ciałem na sofę i zbliżyłem się do nóg Toma. Miałem słabą głowę, a drink musiał być dość mocny bo trochę chwiały mi się dłonie kiedy próbowałem zdjąć Tomowi spodnie i bokserki. On sam obserwował moje wyczyny cicho się śmiejąc. Kiedy jego olbrzym był już na wolności z westchnieniem zacząłem wtulać twarz w krocze i w uda Toma. Sam nie wiem czy to dlatego, że czułem się jakoś dziwnie zmęczony czy dlatego, że miałem w głowie kompletną pustkę i nie wiedziałem co powinienem dalej robić.
- Bill co Ci?
Zapytał rozbawiony Tom.
Uniosłem głowę i spojrzałem na niego nieprzytomnym wzrokiem. Coś ewidentnie z moim drinkiem było nie tak. Teraz przez głowę przeszło mi, że Tom mógł mi tam coś dosypać, ale po jego minie widziałem, że zdecydowanie nie ma z tym nic wspólnego.
Uniósł się szybko i potrząsnął mną.
- Bill co się dzieje? Słyszysz mnie?
Patrzył na mnie wyraźnie zaniepokojony, a ja czułem jak odlatuje. Straciłem kontakt z Tomem i całą rzeczywistością, a zamiast tego wszystkiego widziałem kolorowe latające dookoła mnie motylki.
Tom zatrzymał samochód pod naprawdę wypasioną białą willą. Na zielonym tle pięknego ogrodu wyglądała naprawdę imponująco. Z wrażenia, aż rozchyliłem usta co nie umknęło uwadze Toma bo od razu zaśmiał się.
- Nieźle się zapowiada, prawda braciszku?
Dorzucił zanim wysiadł z samochodu. Jak zaczarowany podążyłem za nim. Weszliśmy do środka i zacząłem się rozglądać. To było niesamowite, nigdy jeszcze nie byłem w tak wielkim pomieszczeniu.
- Będę miał tutaj swój pokój?
Zapytałem jakby nie bardzo mogąc w to uwierzyć.
- Dostaniesz swój pokój, ale jeśli mnie wkurzysz to piwnica będzie do twojej dyspozycji.
Powiedział Tom rzucając moje walizki w połowie korytarza.
- Wybierz sobie który Ci się podoba, umyj się i na razie nie zawracaj mi głowy. Mam coś ważnego do załatwienia.
Oznajmił mi w tym samym momencie odbierając dzwoniący już od jakiegoś czasu telefon. Zniknął gdzieś zanim zdążyłem się obejrzeć. Dziwne... ale nie wnikałem w to co się stało, byłem zbyt pochłonięty tym co miałem wokół siebie. Pozbierałem z ziemi moje walizki i wybrałem sobie spory, ale mimo to skromny na tle innych pokoi pokój. Rozpakowałem się i wszedłem do sporej łazienki która była w połączeniu z moim pokojem. Rozebrałem się i porządnie umyłem. Odświeżony, w ręczniku który był jedyną rzeczą okrywającą w tej chwili moje ciało wyszedłem z zamiarem założenia na siebie świeżych ubrań. W tym samym momencie dobiegły mnie krzyki z ogromnego salonu położonego piętro niżej na który z korytarza na tym piętrze był świetny widok. Otworzyłem drzwi i wyszedłem opierając się o poręcz schodów. Tom rozmawiał, a właściwie kłócił się z jakimś facetem, nie miałem pojęcia o czym bo porozumiewali się w jakimś dziwnym języku. Przykucnąłem i z uwagą ich obserwowałem. Tom stał tyłem do mnie więc czułem się bezpiecznie, że nie zauważy, że tak bezczelnie go podglądam. Trochę się pomyliłem o czym przekonałem się od razu.
- Bill na co się do kurwy gapisz?! Nie masz jakiś ciekawszych zajęć w swoim pokoju?!
W pierwszym momencie mnie zamurowało bo przecież nie mógł mnie widzieć, a jednak wiedział, że podglądam. Dopiero po chwili przypomniałem sobie, że przecież on wie wszystko.
- Przepraszam.
Szepnąłem żeby nie pogarszać sprawy i w pośpiechu cofnąłem się do swojego pokoju.
Wyszukałem w szafie odpowiednie ubranie i założyłem na siebie. Nie miałem co robić więc postanowiłem poleżeć ze słuchawkami w uszach. Dobra muzyka mnie uspokoiła i sprawiła, ze momentalnie zasnąłem.
Późnym wieczorem obudziło mnie szarpanie za ramie. Kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem Toma.
Wyciągnął mi słuchawki z uszu, a ja patrzyłem na niego z wielkim znakiem zapytania wypisanym na twarzy.
- Mam dla Ciebie przykrą wiadomość. Podjąłem decyzję, że zostaniesz wykastrowany.
Powiedział ze śmiertelnie poważną miną, na co ja wpadłem w panikę. Wiedziałem, że potrafi mieć przeróżne nawet najbardziej chore pomysły, nic mnie już nie dziwiło z jego strony. Zerwałem się z łóżka i patrzyłem na niego w przerażeniu.
- Nie... jak to.... dla-dlaczego!? nie możesz mi tego zrobić!
Tom wybuchnął głośnym śmiechem, a ja zmarszczyłem brwi.
- C-co?
Zapytałem nie mając pojęcia co wywołało u niego tę radość.
- Żartuje przecież. Chciałem Cię trochę rozruszać.
Powiedział jeszcze delikatnie chichocząc.
- Śmieszne kurwa! Naprawdę!
Nie wytrzymałem i rozpłakałem się. Wiem, że nie powinienem pokazywać swoich słabości, a już tym bardziej przed nim, jednak nie potrafiłem nad tym zapanować.
- Za 10 minut widzę Cię w salonie na dole.
Oznajmił mi i wyszedł. Byłem na niego wściekły za te głupie żarty, ale postanowiłem, że pójdę tam dla świętego spokoju. Po dokładnym odczekaniu tych 10 minut pojawiłem się w salonie na dole. Tom siedział na wielkiej sofie pijąc drinka, widziałem, że drugi taki sam stał na stole.
- Weź go i siadaj.
Rozkazał mi Tom i tak tez zrobiłem. Usiadłem obok niego i zacząłem sączyć po woli drinka spoglądając na Toma i w dalszym ciągu nie bardzo wiedząc jaki jest cel tego wszystkiego co się tutaj dzieje.
- Zrobisz mi dobrze.
Powiedział po chwili twierdząco.
- Yhm... i coś jeszcze?
Dopytałem unosząc brew i zaraz potem biorąc sporego łyka napoju.
- Na dzisiaj tylko tyle. To będzie twoja mała rozgrzewka przed poważniejszymi zadaniami w przyszłym czasie.
Skinąłem tylko głową i odłożyłem szklankę na stolik. Drink był świetnym pomyłem bo po nim poczułem się wyluzowany i miałem nawet ochotę się z Tomem zabawić. Wszedłem całym swoim ciałem na sofę i zbliżyłem się do nóg Toma. Miałem słabą głowę, a drink musiał być dość mocny bo trochę chwiały mi się dłonie kiedy próbowałem zdjąć Tomowi spodnie i bokserki. On sam obserwował moje wyczyny cicho się śmiejąc. Kiedy jego olbrzym był już na wolności z westchnieniem zacząłem wtulać twarz w krocze i w uda Toma. Sam nie wiem czy to dlatego, że czułem się jakoś dziwnie zmęczony czy dlatego, że miałem w głowie kompletną pustkę i nie wiedziałem co powinienem dalej robić.
- Bill co Ci?
Zapytał rozbawiony Tom.
Uniosłem głowę i spojrzałem na niego nieprzytomnym wzrokiem. Coś ewidentnie z moim drinkiem było nie tak. Teraz przez głowę przeszło mi, że Tom mógł mi tam coś dosypać, ale po jego minie widziałem, że zdecydowanie nie ma z tym nic wspólnego.
Uniósł się szybko i potrząsnął mną.
- Bill co się dzieje? Słyszysz mnie?
Patrzył na mnie wyraźnie zaniepokojony, a ja czułem jak odlatuje. Straciłem kontakt z Tomem i całą rzeczywistością, a zamiast tego wszystkiego widziałem kolorowe latające dookoła mnie motylki.
sobota, 27 kwietnia 2013
9.
9.
- Tom? Bill? Co się dzieje?
Zapytała z pewnością nie wierząc własnym oczom. Jej wzrok błądził ode mnie do Toma. Dziewczyna była kompletnie zdezorientowana, a ja nie wiedziałem jak mam jej to wytłumaczyć. Przecież sam większości z tego co się tu stało nie rozumiałem.
Tom zaśmiał się kpiąco.
- No co Amy, zdziwiona?
- Jak nas znalazłeś?
Zapytała od razu zachowując w przeciwieństwie do mnie absolutny spokój. Podziwiałem ją za to, że była taka silna mimo, że była kobietą. Niejeden facet mógłby jej tego pozazdrościć.
Zerknąłem na twarz Toma. Jego pewien siebie i zdecydowany wyraz twarzy mnie przerażał, wiedziałem, że taka postawa z jego strony nie wróży niczego dobrego.
- Zamontowałem Billowi GPS-a w dupie...
Odpowiedział jej, a następnie się zaśmiał.
W pierwszej chwili odruchowo złapałem się za tyłek zanim zorientowałem się, że to żart.
- Zabawne.
Mruknęła Amanda i splotła ręce na klatce piersiowej.
- Pytam poważnie.
Drążyła dalej.
- To raczej nie powinno Cię obchodzić suko.
Mówiąc to Tom podniósł się i wstał z łóżka. Trącił językiem kolczyk w wardze wyraźnie nad czymś sie zastanawiając.
- Nie możesz nam dać świętego spokoju? Zniszczyłeś nam życie, uwolniliśmy się od Ciebie, a ty nie chcesz dać za wygraną....odpuść Tom....
Dziewczyna zdawała się już prosić, niestety Tom był niewzruszony. Wiedziałem, że problem leży we mnie, więc postanowiłem walczyć chociaż o wolność Amandy.
- Tom, proszę pozwól jej odejść...
Wyszeptałem łamiącym się głosem i spojrzałem zaszklonym wzrokiem w jego czekoladowe tęczówki.
- W porządku, jesteś wolna.
Zwrócił się do dziewczyny po chwili milczenia.
- A Bill?
Oczywiście mogłem się tego spodziewać, że dziewczyna zamiast cieszyć się z odzyskanej wolności będzie sie interesować moim losem.
- Bill zostaje ze mną.
Podsumował krótko Tom.
- Dlaczego?
Amanda męczyła ten temat dalej, a ja modliłem się w myślach żeby zabrała swoje rzeczy i wyszła stąd zanim Tom się rozmyśli.
- Amy... proszę zostaw to.... po prostu... idź już...
Wyszeptałem i po moich policzkach wbrew mojej woli popłynęły przezroczyste łzy.
Dziewczyna pokręciła energicznie głową.
- Nigdy. Nie zostawię Cię z nim Bill, wyjdziemy stąd razem, albo wcale....
Spojrzała z determinacją w oczy Toma.
Tom wzruszył ramionami.
- Sądzę, że raczej ta druga wersja będzie miała miejsce...
Zakpił sobie śmiejąc się przy tym.
- Posłuchaj mnie zdziro bo nie wiem czy mówię nie wyraźnie czy Bozia pożałowała Ci inteligencji do zrozumienia tego co mówię. Bill jest moją własnością, nigdy, powtarzam NIGDY nie będzie wolny. Dałem Ci szansę na wolność, ale jeśli z niej nie skorzystasz nie myśl, że się tym przejmę. Jeśli staniesz mi na drodze, zabije Cię.
Powiedział stanowczo, a mnie przeszły ciarki po plecach.
- Amanda, uciekaj stąd! Błagam!
Nerwy puściły, tego było dla mnie za wiele. Przez te kilka dni wydarzyło się tak dużo, wszystko wywróciło się do góry nogami, nie byłem w stanie tego ogarnąć, mimo, że powoli gdzieś wewnątrz zaczynałem godzić się z tym, że tak wygląda moje życie, nigdy nie będzie już inaczej, a ja zawsze będę zależny od `kogoś`. Moje uczucia w stosunku do Toma kłóciły się ze sobą coraz bardziej. Nie wiedziałem jaka siła sprawia, że mimo wszystko kocham go i zależy mi na nim, ale uczucia miłości i nienawiści w stosunku do niego mieszały się tak często, że sam już chwilami nie wiedziałem czy mogę ufać temu co czułem w środku.
Amanda była uparta i nie słuchała nawet tego co do niej mówiłem. Byłem w stanie zrozumieć, że wpakowaliśmy się w to razem, jest moją przyjaciółką, a przyjaciele nigdy nie zostawiają siebie w takiej sytuacji. Tylko dlaczego ona nie mogła zrozumieć mnie? Przecież błagam ją, żeby odpuściła. Jeśli Tom ją zabije w niczym mi to nie pomoże, a jedynie zaszkodzi.
- Amy... poradzę sobie, nic nie wskórasz... proszę Cię uratuj chociaż siebie... Tom mnie nie skrzywdzi...
Ostatnie powiedziałem niepewnym głosem patrząc smutnym wzrokiem w oczy Toma. Oczywiście, zdawałem sobie sprawę, że w tamtym momencie prawdopodobnie mijałem się z prawdą, ale nie chciałem, żeby dziewczyna o tym wiedziała.
- Dobrze Bill.
Odpowiedziała po chwili zastanowienia.
- Ale nie zostawię tego tak, jeszcze Cie od niego uwolnię, zobaczysz...
Zmierzyła surowym wzrokiem Toma po czym podeszła do swojej torby i zaczęła pakować do niej swoje rzeczy. Kiedy była gotowa podeszła do mnie i z łzami w oczach mocno przytuliła.
- Czekaj na mnie Bill, przysięgam, że Cię odnajdę i skończymy z Tomem raz na zawsze.
Wyszeptała, na koniec pocałowała mnie w usta i wyszła.
Siedziałem przez moment otumaniony nie rozumiejąc dlaczego posunęła się do takiego pocałunku, czyżbym nie był dla niej tylko przyjacielem? Miałem wielką nadzieję, że moje przypuszczenie jest błędne bo tego chyba bym nie zniósł.
- Ogarnij się, za pół godziny wyjeżdżamy.
Powiedział oschłym głosem Tom i w ślad za Amandą opuścił pokój.
Nie wytrzymując tego wszystkiego emocjonalnie rozpłakałem się jak dziecko. Łzy leciały, jedna za drugą po moich policzkach, kiedy się myłem, ubierałem, pakowałem... Nie potrafiłem tego opanować. Uchodził ze mnie cały ból który męczył mnie gdzieś tam w środku. Wtedy w pokoju pojawił się Tom. Spojrzał na mnie i od razu ciężko westchnął.
- Przestań. Po cholerę się tak mażesz.
Mruknął.
- To w niczym nie pomoże, musisz być silny, rozumiesz? Inaczej tego nie przetrwasz.
Spojrzałem na niego ze zmarszczonymi brwiami i wielkim niezrozumieniem na twarzy.
O czym on mówił? Co takiego miałem przetrwać? To co ze mną wyprawiał? Czy to znaczy, że to kiedyś będzie miało koniec?
- Chodź...
Szepnął i wziął moją torbę.
Opuściliśmy hotel, a przed nim stał samochód Toma. Z obrażoną miną usiadłem na miejscu pasażera. Tom zapakował moją torbę do bagażnika i usiadł za kierownicą. Zanim ruszył spojrzał na mnie.
- Bill naprawdę nie masz czego tak przeżywać. Będziesz musiał uprawiać ze mną często sex, to fakt, ale poza tym nie będzie Ci się działa krzywda. Ba, powinieneś być szczęśliwy bo w gruncie rzeczy czeka Cię to o czym zawsze marzyłeś. Nigdy więcej nie będziesz musiał obsługiwać klientów, będziesz miał mnie tylko dla siebie, nie będę Cię nigdzie przetrzymywał. Jedyne czego będę od Ciebie oczekiwał to posłuszeństwo.
Patrzyłem na niego wyraźnie poddenerwowany. Miałem dość tego, że ktoś rządzi moim życiem i jeszcze robi mi łaskę, że będę mógł żyć jak normalni ludzie.
- Daruj sobie...
Prychnąłem i odwróciłem twarz w kierunku szyby. Tom nic na to nie odpowiedział i ruszył. Nie mieliśmy chyba zbyt długiej trasy do pokonania, ale nic mnie w tym momencie nie obchodziło. Wlepiałem zawzięcie wzrok w szybę obserwując mijane obiekty, ludzi...
Niespodziewanie Tom zatrzymał samochód na poboczu przy jakimś lasku. Już miałem pytać czy to są te jego 'obrzeża LA' ale nie zdążyłem nawet otworzyć ust bo natychmiast usłyszałem jego surowy głos.
- Wysiadaj....
Tak też zrobiłem. Wysiadłem z samochodu i spojrzałem na niego z pytaniem wypisanym na twarzy.
- Nie to nie tutaj...
Odpowiedział mi z pewnością wcześniej poznając moje uczucia. W tym momencie uśmiechnął się w dość dziwny sposób i spojrzał na moje krocze co wywołało u mnie to, że z ciekawości sam na nie spojrzałem.
- Gacie w dół...
Zdążyłem usłyszeć tylko tyle i natychmiast zostałem pchnięty na maskę i od razu mocno do niej przyciśnięty.
Nie mogłem widzieć tego co działo się za mną bo silna ręka Toma nie pozwoliła mi nawet przekręcić głowy choć trochę w żadnym kierunku. Nawet przez materiał jego i moich spodni mogłem wyczuć jego nieźle nabrzmiałego penisa.
- Tom, co ty robisz...
Mruknąłem niezadowolony zaczynając się wiercić. Sex na masce samochodu w dodatku w lesie nie był w tym momencie szczytem moich marzeń.
- Od dawna miałem na to ochotę...
Sapnął mi do ucha i od razu mogłem poczuć jak wolną ręką rozpina moje spodnie.
Westchnąłem zrezygnowany i przylgnąłem całym ciałem do maski. Nie pozostało mi w tym momencie nic innego jak rozluźnić się w pełni żeby nie czuć bólu i też wyciągnąć z tego jakąś przyjemność. Próby sprzeciwu, a nawet prośby nic by tu nie dały.
Już po chwili byłem kompletnie nagi od pasa w dół, Tom również bo nie musiałem długo czekać żeby poczuć jak sie o nie ociera. Westchnąłem. Skłamałbym gdybym powiedział, że to nie było przyjemne. Do tego działało cholernie podniecająco. Rozsunąłem szerzej nogi żeby łatwiej mu było przedostać się pomiędzy moje pośladki.
- Rżnij mnie już Tom, błagam...
Wyszeptałem nie mogąc znieść narastającego z każdą chwilą podniecenia.
Tego Tomowi powtarzać nie musiałem, szybko poczułem jak jego penis się we mnie wdziera. Westchnąłem z przyjemności.
- Mmm tak...
Wymruczałem. Mój penis też domagał się odrobiny uwagi, ale nie wiedziałem czy prośba cokolwiek tu pomoże, mimo tego zaryzykowałem.
- Tom zwal mi proszę....
Wyszeptałem. Ku mojemu zdziwieniu mój alfons chwycił mojego penisa i zaczął go energicznie pocierać dłonią równocześnie zaczynając mnie pierdolić w tym samym tempie. Moje uda zaczęły się rytmicznie obijać o samochód, ale nie miało to w tamtej chwili znaczenia. Zawsze w chwilach wspólnej przyjemności potrafiłem wszystko wybaczyć Tomowi i być może to mnie w tym wszystkim najbardziej denerwowało. Chciałbym móc go zwyczajnie nienawidzić.
Tom z każdą chwilą podkręcał tempo, a ja czułem większą rozkosz.
- Oh.. tak...tak!!
Nie kontrolowałem dźwięków jakie z siebie wydawałem jęczałem, krzyczałem, a nawet mruczałem. Tom nie był gorszy bo co chwila słyszałem jego pomruki zadowolenia.
Ten sex z pewnością można było zaliczyć do tych szybkich. Już po chwili oboje przeżywaliśmy chwilę najwyższego uniesienia dochodząc praktycznie równocześnie. Przez moment staliśmy w bezruchu. W końcu kiedy poczułem, że uścisk Toma trochę sie rozluźnił odepchnąłem go i zacząłem się pospiesznie ubierać.
- Mam pełno spermy w tyłku...
Mruknąłem z wyrzutem i szybko wsiadłem do samochodu, chcąc jak najszybciej wziąć prysznic.
- Tom? Bill? Co się dzieje?
Zapytała z pewnością nie wierząc własnym oczom. Jej wzrok błądził ode mnie do Toma. Dziewczyna była kompletnie zdezorientowana, a ja nie wiedziałem jak mam jej to wytłumaczyć. Przecież sam większości z tego co się tu stało nie rozumiałem.
Tom zaśmiał się kpiąco.
- No co Amy, zdziwiona?
- Jak nas znalazłeś?
Zapytała od razu zachowując w przeciwieństwie do mnie absolutny spokój. Podziwiałem ją za to, że była taka silna mimo, że była kobietą. Niejeden facet mógłby jej tego pozazdrościć.
Zerknąłem na twarz Toma. Jego pewien siebie i zdecydowany wyraz twarzy mnie przerażał, wiedziałem, że taka postawa z jego strony nie wróży niczego dobrego.
- Zamontowałem Billowi GPS-a w dupie...
Odpowiedział jej, a następnie się zaśmiał.
W pierwszej chwili odruchowo złapałem się za tyłek zanim zorientowałem się, że to żart.
- Zabawne.
Mruknęła Amanda i splotła ręce na klatce piersiowej.
- Pytam poważnie.
Drążyła dalej.
- To raczej nie powinno Cię obchodzić suko.
Mówiąc to Tom podniósł się i wstał z łóżka. Trącił językiem kolczyk w wardze wyraźnie nad czymś sie zastanawiając.
- Nie możesz nam dać świętego spokoju? Zniszczyłeś nam życie, uwolniliśmy się od Ciebie, a ty nie chcesz dać za wygraną....odpuść Tom....
Dziewczyna zdawała się już prosić, niestety Tom był niewzruszony. Wiedziałem, że problem leży we mnie, więc postanowiłem walczyć chociaż o wolność Amandy.
- Tom, proszę pozwól jej odejść...
Wyszeptałem łamiącym się głosem i spojrzałem zaszklonym wzrokiem w jego czekoladowe tęczówki.
- W porządku, jesteś wolna.
Zwrócił się do dziewczyny po chwili milczenia.
- A Bill?
Oczywiście mogłem się tego spodziewać, że dziewczyna zamiast cieszyć się z odzyskanej wolności będzie sie interesować moim losem.
- Bill zostaje ze mną.
Podsumował krótko Tom.
- Dlaczego?
Amanda męczyła ten temat dalej, a ja modliłem się w myślach żeby zabrała swoje rzeczy i wyszła stąd zanim Tom się rozmyśli.
- Amy... proszę zostaw to.... po prostu... idź już...
Wyszeptałem i po moich policzkach wbrew mojej woli popłynęły przezroczyste łzy.
Dziewczyna pokręciła energicznie głową.
- Nigdy. Nie zostawię Cię z nim Bill, wyjdziemy stąd razem, albo wcale....
Spojrzała z determinacją w oczy Toma.
Tom wzruszył ramionami.
- Sądzę, że raczej ta druga wersja będzie miała miejsce...
Zakpił sobie śmiejąc się przy tym.
- Posłuchaj mnie zdziro bo nie wiem czy mówię nie wyraźnie czy Bozia pożałowała Ci inteligencji do zrozumienia tego co mówię. Bill jest moją własnością, nigdy, powtarzam NIGDY nie będzie wolny. Dałem Ci szansę na wolność, ale jeśli z niej nie skorzystasz nie myśl, że się tym przejmę. Jeśli staniesz mi na drodze, zabije Cię.
Powiedział stanowczo, a mnie przeszły ciarki po plecach.
- Amanda, uciekaj stąd! Błagam!
Nerwy puściły, tego było dla mnie za wiele. Przez te kilka dni wydarzyło się tak dużo, wszystko wywróciło się do góry nogami, nie byłem w stanie tego ogarnąć, mimo, że powoli gdzieś wewnątrz zaczynałem godzić się z tym, że tak wygląda moje życie, nigdy nie będzie już inaczej, a ja zawsze będę zależny od `kogoś`. Moje uczucia w stosunku do Toma kłóciły się ze sobą coraz bardziej. Nie wiedziałem jaka siła sprawia, że mimo wszystko kocham go i zależy mi na nim, ale uczucia miłości i nienawiści w stosunku do niego mieszały się tak często, że sam już chwilami nie wiedziałem czy mogę ufać temu co czułem w środku.
Amanda była uparta i nie słuchała nawet tego co do niej mówiłem. Byłem w stanie zrozumieć, że wpakowaliśmy się w to razem, jest moją przyjaciółką, a przyjaciele nigdy nie zostawiają siebie w takiej sytuacji. Tylko dlaczego ona nie mogła zrozumieć mnie? Przecież błagam ją, żeby odpuściła. Jeśli Tom ją zabije w niczym mi to nie pomoże, a jedynie zaszkodzi.
- Amy... poradzę sobie, nic nie wskórasz... proszę Cię uratuj chociaż siebie... Tom mnie nie skrzywdzi...
Ostatnie powiedziałem niepewnym głosem patrząc smutnym wzrokiem w oczy Toma. Oczywiście, zdawałem sobie sprawę, że w tamtym momencie prawdopodobnie mijałem się z prawdą, ale nie chciałem, żeby dziewczyna o tym wiedziała.
- Dobrze Bill.
Odpowiedziała po chwili zastanowienia.
- Ale nie zostawię tego tak, jeszcze Cie od niego uwolnię, zobaczysz...
Zmierzyła surowym wzrokiem Toma po czym podeszła do swojej torby i zaczęła pakować do niej swoje rzeczy. Kiedy była gotowa podeszła do mnie i z łzami w oczach mocno przytuliła.
- Czekaj na mnie Bill, przysięgam, że Cię odnajdę i skończymy z Tomem raz na zawsze.
Wyszeptała, na koniec pocałowała mnie w usta i wyszła.
Siedziałem przez moment otumaniony nie rozumiejąc dlaczego posunęła się do takiego pocałunku, czyżbym nie był dla niej tylko przyjacielem? Miałem wielką nadzieję, że moje przypuszczenie jest błędne bo tego chyba bym nie zniósł.
- Ogarnij się, za pół godziny wyjeżdżamy.
Powiedział oschłym głosem Tom i w ślad za Amandą opuścił pokój.
Nie wytrzymując tego wszystkiego emocjonalnie rozpłakałem się jak dziecko. Łzy leciały, jedna za drugą po moich policzkach, kiedy się myłem, ubierałem, pakowałem... Nie potrafiłem tego opanować. Uchodził ze mnie cały ból który męczył mnie gdzieś tam w środku. Wtedy w pokoju pojawił się Tom. Spojrzał na mnie i od razu ciężko westchnął.
- Przestań. Po cholerę się tak mażesz.
Mruknął.
- To w niczym nie pomoże, musisz być silny, rozumiesz? Inaczej tego nie przetrwasz.
Spojrzałem na niego ze zmarszczonymi brwiami i wielkim niezrozumieniem na twarzy.
O czym on mówił? Co takiego miałem przetrwać? To co ze mną wyprawiał? Czy to znaczy, że to kiedyś będzie miało koniec?
- Chodź...
Szepnął i wziął moją torbę.
Opuściliśmy hotel, a przed nim stał samochód Toma. Z obrażoną miną usiadłem na miejscu pasażera. Tom zapakował moją torbę do bagażnika i usiadł za kierownicą. Zanim ruszył spojrzał na mnie.
- Bill naprawdę nie masz czego tak przeżywać. Będziesz musiał uprawiać ze mną często sex, to fakt, ale poza tym nie będzie Ci się działa krzywda. Ba, powinieneś być szczęśliwy bo w gruncie rzeczy czeka Cię to o czym zawsze marzyłeś. Nigdy więcej nie będziesz musiał obsługiwać klientów, będziesz miał mnie tylko dla siebie, nie będę Cię nigdzie przetrzymywał. Jedyne czego będę od Ciebie oczekiwał to posłuszeństwo.
Patrzyłem na niego wyraźnie poddenerwowany. Miałem dość tego, że ktoś rządzi moim życiem i jeszcze robi mi łaskę, że będę mógł żyć jak normalni ludzie.
- Daruj sobie...
Prychnąłem i odwróciłem twarz w kierunku szyby. Tom nic na to nie odpowiedział i ruszył. Nie mieliśmy chyba zbyt długiej trasy do pokonania, ale nic mnie w tym momencie nie obchodziło. Wlepiałem zawzięcie wzrok w szybę obserwując mijane obiekty, ludzi...
Niespodziewanie Tom zatrzymał samochód na poboczu przy jakimś lasku. Już miałem pytać czy to są te jego 'obrzeża LA' ale nie zdążyłem nawet otworzyć ust bo natychmiast usłyszałem jego surowy głos.
- Wysiadaj....
Tak też zrobiłem. Wysiadłem z samochodu i spojrzałem na niego z pytaniem wypisanym na twarzy.
- Nie to nie tutaj...
Odpowiedział mi z pewnością wcześniej poznając moje uczucia. W tym momencie uśmiechnął się w dość dziwny sposób i spojrzał na moje krocze co wywołało u mnie to, że z ciekawości sam na nie spojrzałem.
- Gacie w dół...
Zdążyłem usłyszeć tylko tyle i natychmiast zostałem pchnięty na maskę i od razu mocno do niej przyciśnięty.
Nie mogłem widzieć tego co działo się za mną bo silna ręka Toma nie pozwoliła mi nawet przekręcić głowy choć trochę w żadnym kierunku. Nawet przez materiał jego i moich spodni mogłem wyczuć jego nieźle nabrzmiałego penisa.
- Tom, co ty robisz...
Mruknąłem niezadowolony zaczynając się wiercić. Sex na masce samochodu w dodatku w lesie nie był w tym momencie szczytem moich marzeń.
- Od dawna miałem na to ochotę...
Sapnął mi do ucha i od razu mogłem poczuć jak wolną ręką rozpina moje spodnie.
Westchnąłem zrezygnowany i przylgnąłem całym ciałem do maski. Nie pozostało mi w tym momencie nic innego jak rozluźnić się w pełni żeby nie czuć bólu i też wyciągnąć z tego jakąś przyjemność. Próby sprzeciwu, a nawet prośby nic by tu nie dały.
Już po chwili byłem kompletnie nagi od pasa w dół, Tom również bo nie musiałem długo czekać żeby poczuć jak sie o nie ociera. Westchnąłem. Skłamałbym gdybym powiedział, że to nie było przyjemne. Do tego działało cholernie podniecająco. Rozsunąłem szerzej nogi żeby łatwiej mu było przedostać się pomiędzy moje pośladki.
- Rżnij mnie już Tom, błagam...
Wyszeptałem nie mogąc znieść narastającego z każdą chwilą podniecenia.
Tego Tomowi powtarzać nie musiałem, szybko poczułem jak jego penis się we mnie wdziera. Westchnąłem z przyjemności.
- Mmm tak...
Wymruczałem. Mój penis też domagał się odrobiny uwagi, ale nie wiedziałem czy prośba cokolwiek tu pomoże, mimo tego zaryzykowałem.
- Tom zwal mi proszę....
Wyszeptałem. Ku mojemu zdziwieniu mój alfons chwycił mojego penisa i zaczął go energicznie pocierać dłonią równocześnie zaczynając mnie pierdolić w tym samym tempie. Moje uda zaczęły się rytmicznie obijać o samochód, ale nie miało to w tamtej chwili znaczenia. Zawsze w chwilach wspólnej przyjemności potrafiłem wszystko wybaczyć Tomowi i być może to mnie w tym wszystkim najbardziej denerwowało. Chciałbym móc go zwyczajnie nienawidzić.
Tom z każdą chwilą podkręcał tempo, a ja czułem większą rozkosz.
- Oh.. tak...tak!!
Nie kontrolowałem dźwięków jakie z siebie wydawałem jęczałem, krzyczałem, a nawet mruczałem. Tom nie był gorszy bo co chwila słyszałem jego pomruki zadowolenia.
Ten sex z pewnością można było zaliczyć do tych szybkich. Już po chwili oboje przeżywaliśmy chwilę najwyższego uniesienia dochodząc praktycznie równocześnie. Przez moment staliśmy w bezruchu. W końcu kiedy poczułem, że uścisk Toma trochę sie rozluźnił odepchnąłem go i zacząłem się pospiesznie ubierać.
- Mam pełno spermy w tyłku...
Mruknąłem z wyrzutem i szybko wsiadłem do samochodu, chcąc jak najszybciej wziąć prysznic.
niedziela, 7 kwietnia 2013
8.
8.
- Będę Tom, ale ukarz mnie już błagam....
Wyjęczałem. Pragnąłem żeby jego wielki penis wdarł się już do mojego wnętrza.
- Powoli...
Szepnął i puścił mnie odsuwając się, a ja spojrzałem na niego zawiedziony. Co on znowu kombinował?
Wyszedł z łazienki, a po chwili wrócił niosąc w ręku dildo, tak ogromne jak jego penis co najmniej dwa razy wzięty. Podał mi je, a ja nie bardzo wiedziałem co mam z tym zrobić.
Stałem i po prostu patrzyłem marszcząc przy tym czoło. Widać to był element zabawy Toma bo już po chwili poczułem mocne uderzenie jego ręki na swoim pośladku. Od razu niemiłosiernie mnie zapiekł.
- Do łóżka, jak zaraz tam przyjdę masz mieć to dildo całe w dupie, jak zastanę co innego to sam Ci je wsadzę, ale wtedy pożałujesz....
No chyba go pogięło, przecież za cholerę się nie zmieści, nie ma takiej możliwości. Znowu zrobił się dla mnie strasznie nieprzyjemny. Eh widocznie sex tak na niego działa, ale z drugiej strony, skoro to kara... lepsza taka niż śmierć.
Westchnąłem i poszedłem do pokoju, położyłem się na łóżku i nieudolnie próbowałem wcisnąć sobie to dildo w tyłek. Próbowałem to zrobić pod każdym kontem, zmieniać pozycje, wszystko na nic. Byłem za ciasny, nie chciało wejść i tyle. Trochę się teraz bałem tego co będzie jak Tom zacznie mi je na siłę wciskać. Chyba mnie rozerwie. Powinien liczyć sie z tym, że ja nie mam takich tajemniczych właściwości jak on i nie zregeneruje się w 5 sekund.
- Tom...
Zawołałem cicho. Nie czekałem długo bo brat od razu się pojawił.
- Nie chcę wejść.... nic nie poradzę.... jestem za ciasny.... proszę, nie wpychaj mi na siłę...
Szepnąłem patrząc mu w oczy.
Tom westchnął.
- Dobra wiem, że próbowałeś, ale jednak kara to kara. Ma Cię boleć bo inaczej nie zapamiętasz, że nie masz prawa być mi nie posłuszny.
W tym momencie przypomniałem sobie cały burdel. Pewnie znowu chce mnie tam zabrać i dlatego ciągle gada o tym posłuszeństwie.
- Chcesz mnie znowu zabrać do burdelu, tak?
Zapytałem ze smutkiem, podnosząc się.
- Jak to jest, że jesteś moim bratem, kochasz mnie, a krzywdzisz?
Próbowałem to wszystko zrozumieć, jednak nie potrafiłem.
- Nie, do burdelu już nie wrócisz. Na obrzeżach LA mam wille, będziemy tam teraz razem mieszkać.
- A co z burdelem? Zostawisz go tak bez opieki? Ha, pewnie będę obsługiwał klientów w tej willi, zgadza się?
Zaśmiałem się kpiąco.
- W burdelu już króluje godny mnie zastępca.
Tom usiadł na brzegu łóżka.
- Nie braciszku, od dzisiaj jesteś moją prywatną dziwką, tylko dla moich prywatnych zachcianek... Jeśli dasz dupy komuś innemu, skończysz marnie. Dlatego zwracam Ci wielką uwagę na posłuszeństwo w stosunku do mojej osoby.
Wyjaśnił.
Patrzyłem na niego przez moment próbując cokolwiek zrozumieć. Porzucił burdel i chce mieszkać ze mną w jakiejś willi po to żeby pieprzyć mnie wtedy kiedy mu się zachce? Boże, o co tu chodzi... czym on w ogóle jest? I jeśli tak jak twierdzi jest moim bratem, to dlaczego ja nie jestem tym czym on...
Tom spojrzał mi głęboko w oczy.
- Boisz się Bill.... wyjaśnij mi czego....
- C-ciebie...
Zająknąłem się. Przerażało mnie to, że wiedział co czuje, patrzył na mnie tak dziwnie.... Kiedyś nie zwracałem na to większej uwagi, ale teraz przechodzą mnie ciarki.
W moich oczach pojawiły się łzy. Pociągnąłem nosem, żeby się nie rozpłakać i wyszedłem z łóżka stając po przeciwnej jego stronie.
- Tom... ja chcę.... ja muszę... wiedzieć czym ty jesteś.... czemu do cholery znasz moje uczucia?!
Spanikowałem.
- Uspokój się Bill.
Tom zrobił się śmiertelnie poważny, na co ja zareagowałem jeszcze większą paniką.
- Nie poznasz tej tajemnicy, nie możesz się dowiedzieć co sprawia, że nie jestem normalny tak jak ty.... nie możesz, rozumiesz? Jeśli kiedyś jakimś cudem się tego dowiesz będę musiał Cię zabić. Bez względu na to, że jesteś moim bratem i na swój sposób Cię kocham....
Pokręcił głową i wyciągnął do mnie rękę za którą nie wiem czemu od razu złapałem i usiadłem na przeciwnym boku łóżka.
- Co do tego, że znam twoje uczucia.... ty moje też znasz. To nasze bliźniacze połączenie.
Delikatnie się do mnie uśmiechnął.
- Musisz się tylko skupić. Spójrz na mnie i zajrzyj w głąb swojego serca....
Patrzyłem na niego jak zaczarowany. Miał rację, od razu miałem przeczucie....
- J-jest Ci przykro?
Zapytałem nieśmiało. Tom w odpowiedzi pokiwał tylko głową.
- Dlaczego?
Spojrzałem na niego zupełnie go nie rozumiejąc. Przed momentem chciał mi zadać ogromny ból... ma wyrzuty sumienia? Ale mimo to mnie krzywdzi... dlaczego? Nie rozumiem.
- Tom. Ja muszę wiedzieć. Ty cierpisz kiedy mnie krzywdzisz bo czujesz to co ja.... ale mimo tego robisz to nadal...
- Bill mówiłem Ci, że nie możesz wiedzieć wszystkiego. Jesteś dla mnie dziwką, po prostu. Kiedyś wydarzyło się coś co przesądziło o naszym losie. Kocham Cię i czuje jak bardzo Ty mnie kochasz, ale pogódź się z tym, że muszę Cię tak traktować, jak szmatę... wyjątkową, ale jednak szmatę... Żyjesz tylko po to żeby zaspokajać moje potrzeby... Dlatego proszę Cię, masz mi być posłuszny. Nawet jeśli czasem bardzo Cię ranię...
Westchnął i puścił moją rękę, a następnie wziął do ręki dildo.
- Przykro mi Bill... muszę... muszę sprawić Ci ból...
Szepnął.
- Klęknij na łóżku i dobrze się wypnij...
Dodał. Widziałem smutek w jego oczach. Nadal nie rozumiałem co każe mu mnie krzywdzić, ale już nic nie chciałem mówić po prostu wszedłem na łóżko i klęknąłem wypinając się najbardziej jak potrafiłem. Modliłem się żeby ten wibrator jakoś we mnie wszedł. Tom splunął najpierw na swoje palce i zaczął masować moje wejście. Zrobiło mi się przyjemnie i trochę się przy tym rozluźniłem. Jego palce po kolei wdzierały się do mojego wnętrza, a mi wyrywały się pojedyncze jęki przyjemności. Niestety nie trwało to długo bo w pewnym momencie Tom zabrał rękę i poczułem jak przykłada zimne dildo do mojej dziurki. Momentalnie się spiąłem w obawie przed bólem który miał zaraz nastąpić i zacisnąłem zęby.
- Bill rozluźnij się...
Szepnął Tom i zaczął powoli wpychać we mnie to dildo. Wchodziło wolno, a ja dosłownie wyłem z bólu, czułem jakby mnie rozrywał.
- Ahh Tom błagam wystarczy...
Wyjęczałem nie kontrolując już nawet łez które ciurkiem spływały po moich policzkach.
- Nie mogę.
Odpowiedział i wsuwał je dalej.
- Proszę.... aaa.... rozerwiesz mnie... to tak bardzo boli...
Ostatnie słowa wyszeptałem zaciskając zęby jeszcze bardziej. Zabiłbym własnymi rekami tego kto wymyślił żeby produkować wibratory tej wielkości. Po co? Żeby katować ludzi?
W pewnym momencie przestał. To chyba znaczyło, że weszło do końca. Podniosłem się na drżących rękach i odwróciłem głowę do tyłu. Nie myliłem się. Jeśli on ma zamiar teraz wypieprzyć mnie tym wibratorem, to chcę umrzeć. Nie wytrzymam tego.....
Po chwili znowu zawyłem z bólu, Tom zaczął je wyciągać z mojego tyłka. To zadawało mi wcale nie mniejszy ból. Dopiero po dłuższej chwili było już po wszystkim. Wyjął je całkowicie, a ja czułem ogromny pulsujący ból w całym odbycie. Opadłem na łóżko, nie miałem siły już klęczeć. W tej chwili poczułem jak Tom głaska moje wejście.
- Już po wszystkim skarbie...
Szepnął.
- Byłeś dzielny, ale teraz musisz jeszcze przyjąć mnie.
Odwróciłem głowę w jego stronę i spojrzałem smutnym wzrokiem w jego oczy.
- Tom nie dam już rady...
Wyszeptałem łamiącym się głosem.
W normalnych okolicznościach sex z Tomem to dla mnie sama przyjemność pod każdym względem, ale teraz kiedy byłem cały obolały nie wyobrażałem sobie żeby jeszcze on mnie wyruchał. Jego penis swoją drogą też był sporych rozmiarów, a poza tym Tom nie należał do tych którzy są zwolennikami delikatnego i namiętnego sexu. Kochał ten szybki i ostry, a ja się do tego i do każdego innego z resztą w tej chwili zupełnie nie nadawałem.
- Bill dasz radę, musisz.... postaram się delikatnie...
Wyszeptał. Ale ja nawet nie miałem siły unieść tyłka do góry żeby mógł mi wsadzić. Chyba to wyczuł bo sam przekręcił mnie na plecy. Rozsunął moje nogi na boki i położył się między nie. Zaczął delikatnie muskać moje usta i poruszać się symulując stosunek, ale nie wchodził we mnie, a jedynie ocierał się w tym rytmie swoim penisem o mojego. W życiu nie był dla mnie aż tak delikatny. Musiałem przyznać, że trochę mi to pomogło. Ból tyłka ustawał, a ja czułem się podniecony, a mój penis był w pełni gotowy do zabawy.
- Tom wejdź we mnie....
Szepnąłem w końcu zachrypniętym głosem. Teraz naprawdę tego pragnąłem. Tom uniósł trochę w górę moją pupę i powoli we mnie wszedł. Pojękiwałem przy tym cichutko bo ból po części powrócił, ale pocałunki jakie Tom teraz składał na moich ustach były mi w stanie wszystko wynagrodzić. Po chwili kiedy zaczął się we mnie delikatnie poruszać zacząłem oddawać mu pocałunek i pogłębiać go. Mój język bawił się z jego w bardzo niegrzeczny sposób sprawiając mi tym nieopisaną przyjemność. Jego ruchy stały się pewniejsze co teraz już zupełnie mi się przeszkadzało. Odczuwałem tylko przyjemność i ogromne podniecenie, a ból ustał całkowicie.
- Mmm... ahh... Tom...mocniej...
Jęczałem i mruczałem do jego ust. On odpowiadał mi jękami trochę ciższymi od moich. Natomiast od razu po mojej prośbie jego ruchy stały się pewniejsze. Wchodził do samego końca i znacznie szybciej.
Spuściłem się jako pierwszy na jego brzuch nie wytrzymując już z rozkoszy. On chwilę po mnie wypełnił moje wnętrze swoim ciepłym nasieniem. Odpadł na mnie od razu i czułem tylko na swoim uchu jego ciepły i znacznie przyspieszony oddech.
Objąłem go i przytuliłem się. To dziwne, ale w tamtym momencie czułem się po prostu szczęśliwy. To był właśnie Tom którego poznałem i w którym się zakochałem. Delikatny i troskliwy. Tak bardzo chciałbym żeby taki już pozostał, chociaż wiem, że o tym mogę tylko pomarzyć.
- Kocham Cię Tom.
Wyszeptałem w przypływie emocji i pogłaskałem dłonią jego czarne warkoczyki.
Tom słysząc to westchnął i wyjął ze mnie swojego członka, zaraz potem kładąc się obok. Od razu spojrzałem na jego twarz.
- Tom... co będzie z Amandą?
Zapytałem nieśmiało bo właśnie uświadomiłem sobie, że ona może się tu w każdej chwili pojawić.
Tom zmarszczył brwi patrząc na mnie. Zanim zdążył coś odpowiedzieć drzwi do pokoju się otworzyły i jak na zawołanie stanęła w nich Amanda.
Wryło ją w ziemię kiedy zobaczyła mnie z Tomem nagich w łóżku. Stała jak zahipnotyzowana i bez słowa patrzyła na nas.
- Będę Tom, ale ukarz mnie już błagam....
Wyjęczałem. Pragnąłem żeby jego wielki penis wdarł się już do mojego wnętrza.
- Powoli...
Szepnął i puścił mnie odsuwając się, a ja spojrzałem na niego zawiedziony. Co on znowu kombinował?
Wyszedł z łazienki, a po chwili wrócił niosąc w ręku dildo, tak ogromne jak jego penis co najmniej dwa razy wzięty. Podał mi je, a ja nie bardzo wiedziałem co mam z tym zrobić.
Stałem i po prostu patrzyłem marszcząc przy tym czoło. Widać to był element zabawy Toma bo już po chwili poczułem mocne uderzenie jego ręki na swoim pośladku. Od razu niemiłosiernie mnie zapiekł.
- Do łóżka, jak zaraz tam przyjdę masz mieć to dildo całe w dupie, jak zastanę co innego to sam Ci je wsadzę, ale wtedy pożałujesz....
No chyba go pogięło, przecież za cholerę się nie zmieści, nie ma takiej możliwości. Znowu zrobił się dla mnie strasznie nieprzyjemny. Eh widocznie sex tak na niego działa, ale z drugiej strony, skoro to kara... lepsza taka niż śmierć.
Westchnąłem i poszedłem do pokoju, położyłem się na łóżku i nieudolnie próbowałem wcisnąć sobie to dildo w tyłek. Próbowałem to zrobić pod każdym kontem, zmieniać pozycje, wszystko na nic. Byłem za ciasny, nie chciało wejść i tyle. Trochę się teraz bałem tego co będzie jak Tom zacznie mi je na siłę wciskać. Chyba mnie rozerwie. Powinien liczyć sie z tym, że ja nie mam takich tajemniczych właściwości jak on i nie zregeneruje się w 5 sekund.
- Tom...
Zawołałem cicho. Nie czekałem długo bo brat od razu się pojawił.
- Nie chcę wejść.... nic nie poradzę.... jestem za ciasny.... proszę, nie wpychaj mi na siłę...
Szepnąłem patrząc mu w oczy.
Tom westchnął.
- Dobra wiem, że próbowałeś, ale jednak kara to kara. Ma Cię boleć bo inaczej nie zapamiętasz, że nie masz prawa być mi nie posłuszny.
W tym momencie przypomniałem sobie cały burdel. Pewnie znowu chce mnie tam zabrać i dlatego ciągle gada o tym posłuszeństwie.
- Chcesz mnie znowu zabrać do burdelu, tak?
Zapytałem ze smutkiem, podnosząc się.
- Jak to jest, że jesteś moim bratem, kochasz mnie, a krzywdzisz?
Próbowałem to wszystko zrozumieć, jednak nie potrafiłem.
- Nie, do burdelu już nie wrócisz. Na obrzeżach LA mam wille, będziemy tam teraz razem mieszkać.
- A co z burdelem? Zostawisz go tak bez opieki? Ha, pewnie będę obsługiwał klientów w tej willi, zgadza się?
Zaśmiałem się kpiąco.
- W burdelu już króluje godny mnie zastępca.
Tom usiadł na brzegu łóżka.
- Nie braciszku, od dzisiaj jesteś moją prywatną dziwką, tylko dla moich prywatnych zachcianek... Jeśli dasz dupy komuś innemu, skończysz marnie. Dlatego zwracam Ci wielką uwagę na posłuszeństwo w stosunku do mojej osoby.
Wyjaśnił.
Patrzyłem na niego przez moment próbując cokolwiek zrozumieć. Porzucił burdel i chce mieszkać ze mną w jakiejś willi po to żeby pieprzyć mnie wtedy kiedy mu się zachce? Boże, o co tu chodzi... czym on w ogóle jest? I jeśli tak jak twierdzi jest moim bratem, to dlaczego ja nie jestem tym czym on...
Tom spojrzał mi głęboko w oczy.
- Boisz się Bill.... wyjaśnij mi czego....
- C-ciebie...
Zająknąłem się. Przerażało mnie to, że wiedział co czuje, patrzył na mnie tak dziwnie.... Kiedyś nie zwracałem na to większej uwagi, ale teraz przechodzą mnie ciarki.
W moich oczach pojawiły się łzy. Pociągnąłem nosem, żeby się nie rozpłakać i wyszedłem z łóżka stając po przeciwnej jego stronie.
- Tom... ja chcę.... ja muszę... wiedzieć czym ty jesteś.... czemu do cholery znasz moje uczucia?!
Spanikowałem.
- Uspokój się Bill.
Tom zrobił się śmiertelnie poważny, na co ja zareagowałem jeszcze większą paniką.
- Nie poznasz tej tajemnicy, nie możesz się dowiedzieć co sprawia, że nie jestem normalny tak jak ty.... nie możesz, rozumiesz? Jeśli kiedyś jakimś cudem się tego dowiesz będę musiał Cię zabić. Bez względu na to, że jesteś moim bratem i na swój sposób Cię kocham....
Pokręcił głową i wyciągnął do mnie rękę za którą nie wiem czemu od razu złapałem i usiadłem na przeciwnym boku łóżka.
- Co do tego, że znam twoje uczucia.... ty moje też znasz. To nasze bliźniacze połączenie.
Delikatnie się do mnie uśmiechnął.
- Musisz się tylko skupić. Spójrz na mnie i zajrzyj w głąb swojego serca....
Patrzyłem na niego jak zaczarowany. Miał rację, od razu miałem przeczucie....
- J-jest Ci przykro?
Zapytałem nieśmiało. Tom w odpowiedzi pokiwał tylko głową.
- Dlaczego?
Spojrzałem na niego zupełnie go nie rozumiejąc. Przed momentem chciał mi zadać ogromny ból... ma wyrzuty sumienia? Ale mimo to mnie krzywdzi... dlaczego? Nie rozumiem.
- Tom. Ja muszę wiedzieć. Ty cierpisz kiedy mnie krzywdzisz bo czujesz to co ja.... ale mimo tego robisz to nadal...
- Bill mówiłem Ci, że nie możesz wiedzieć wszystkiego. Jesteś dla mnie dziwką, po prostu. Kiedyś wydarzyło się coś co przesądziło o naszym losie. Kocham Cię i czuje jak bardzo Ty mnie kochasz, ale pogódź się z tym, że muszę Cię tak traktować, jak szmatę... wyjątkową, ale jednak szmatę... Żyjesz tylko po to żeby zaspokajać moje potrzeby... Dlatego proszę Cię, masz mi być posłuszny. Nawet jeśli czasem bardzo Cię ranię...
Westchnął i puścił moją rękę, a następnie wziął do ręki dildo.
- Przykro mi Bill... muszę... muszę sprawić Ci ból...
Szepnął.
- Klęknij na łóżku i dobrze się wypnij...
Dodał. Widziałem smutek w jego oczach. Nadal nie rozumiałem co każe mu mnie krzywdzić, ale już nic nie chciałem mówić po prostu wszedłem na łóżko i klęknąłem wypinając się najbardziej jak potrafiłem. Modliłem się żeby ten wibrator jakoś we mnie wszedł. Tom splunął najpierw na swoje palce i zaczął masować moje wejście. Zrobiło mi się przyjemnie i trochę się przy tym rozluźniłem. Jego palce po kolei wdzierały się do mojego wnętrza, a mi wyrywały się pojedyncze jęki przyjemności. Niestety nie trwało to długo bo w pewnym momencie Tom zabrał rękę i poczułem jak przykłada zimne dildo do mojej dziurki. Momentalnie się spiąłem w obawie przed bólem który miał zaraz nastąpić i zacisnąłem zęby.
- Bill rozluźnij się...
Szepnął Tom i zaczął powoli wpychać we mnie to dildo. Wchodziło wolno, a ja dosłownie wyłem z bólu, czułem jakby mnie rozrywał.
- Ahh Tom błagam wystarczy...
Wyjęczałem nie kontrolując już nawet łez które ciurkiem spływały po moich policzkach.
- Nie mogę.
Odpowiedział i wsuwał je dalej.
- Proszę.... aaa.... rozerwiesz mnie... to tak bardzo boli...
Ostatnie słowa wyszeptałem zaciskając zęby jeszcze bardziej. Zabiłbym własnymi rekami tego kto wymyślił żeby produkować wibratory tej wielkości. Po co? Żeby katować ludzi?
W pewnym momencie przestał. To chyba znaczyło, że weszło do końca. Podniosłem się na drżących rękach i odwróciłem głowę do tyłu. Nie myliłem się. Jeśli on ma zamiar teraz wypieprzyć mnie tym wibratorem, to chcę umrzeć. Nie wytrzymam tego.....
Po chwili znowu zawyłem z bólu, Tom zaczął je wyciągać z mojego tyłka. To zadawało mi wcale nie mniejszy ból. Dopiero po dłuższej chwili było już po wszystkim. Wyjął je całkowicie, a ja czułem ogromny pulsujący ból w całym odbycie. Opadłem na łóżko, nie miałem siły już klęczeć. W tej chwili poczułem jak Tom głaska moje wejście.
- Już po wszystkim skarbie...
Szepnął.
- Byłeś dzielny, ale teraz musisz jeszcze przyjąć mnie.
Odwróciłem głowę w jego stronę i spojrzałem smutnym wzrokiem w jego oczy.
- Tom nie dam już rady...
Wyszeptałem łamiącym się głosem.
W normalnych okolicznościach sex z Tomem to dla mnie sama przyjemność pod każdym względem, ale teraz kiedy byłem cały obolały nie wyobrażałem sobie żeby jeszcze on mnie wyruchał. Jego penis swoją drogą też był sporych rozmiarów, a poza tym Tom nie należał do tych którzy są zwolennikami delikatnego i namiętnego sexu. Kochał ten szybki i ostry, a ja się do tego i do każdego innego z resztą w tej chwili zupełnie nie nadawałem.
- Bill dasz radę, musisz.... postaram się delikatnie...
Wyszeptał. Ale ja nawet nie miałem siły unieść tyłka do góry żeby mógł mi wsadzić. Chyba to wyczuł bo sam przekręcił mnie na plecy. Rozsunął moje nogi na boki i położył się między nie. Zaczął delikatnie muskać moje usta i poruszać się symulując stosunek, ale nie wchodził we mnie, a jedynie ocierał się w tym rytmie swoim penisem o mojego. W życiu nie był dla mnie aż tak delikatny. Musiałem przyznać, że trochę mi to pomogło. Ból tyłka ustawał, a ja czułem się podniecony, a mój penis był w pełni gotowy do zabawy.
- Tom wejdź we mnie....
Szepnąłem w końcu zachrypniętym głosem. Teraz naprawdę tego pragnąłem. Tom uniósł trochę w górę moją pupę i powoli we mnie wszedł. Pojękiwałem przy tym cichutko bo ból po części powrócił, ale pocałunki jakie Tom teraz składał na moich ustach były mi w stanie wszystko wynagrodzić. Po chwili kiedy zaczął się we mnie delikatnie poruszać zacząłem oddawać mu pocałunek i pogłębiać go. Mój język bawił się z jego w bardzo niegrzeczny sposób sprawiając mi tym nieopisaną przyjemność. Jego ruchy stały się pewniejsze co teraz już zupełnie mi się przeszkadzało. Odczuwałem tylko przyjemność i ogromne podniecenie, a ból ustał całkowicie.
- Mmm... ahh... Tom...mocniej...
Jęczałem i mruczałem do jego ust. On odpowiadał mi jękami trochę ciższymi od moich. Natomiast od razu po mojej prośbie jego ruchy stały się pewniejsze. Wchodził do samego końca i znacznie szybciej.
Spuściłem się jako pierwszy na jego brzuch nie wytrzymując już z rozkoszy. On chwilę po mnie wypełnił moje wnętrze swoim ciepłym nasieniem. Odpadł na mnie od razu i czułem tylko na swoim uchu jego ciepły i znacznie przyspieszony oddech.
Objąłem go i przytuliłem się. To dziwne, ale w tamtym momencie czułem się po prostu szczęśliwy. To był właśnie Tom którego poznałem i w którym się zakochałem. Delikatny i troskliwy. Tak bardzo chciałbym żeby taki już pozostał, chociaż wiem, że o tym mogę tylko pomarzyć.
- Kocham Cię Tom.
Wyszeptałem w przypływie emocji i pogłaskałem dłonią jego czarne warkoczyki.
Tom słysząc to westchnął i wyjął ze mnie swojego członka, zaraz potem kładąc się obok. Od razu spojrzałem na jego twarz.
- Tom... co będzie z Amandą?
Zapytałem nieśmiało bo właśnie uświadomiłem sobie, że ona może się tu w każdej chwili pojawić.
Tom zmarszczył brwi patrząc na mnie. Zanim zdążył coś odpowiedzieć drzwi do pokoju się otworzyły i jak na zawołanie stanęła w nich Amanda.
Wryło ją w ziemię kiedy zobaczyła mnie z Tomem nagich w łóżku. Stała jak zahipnotyzowana i bez słowa patrzyła na nas.
czwartek, 28 marca 2013
7.
7.
Nie minęło wiele czasu, a ja już wracałem do pokoju ze łzami w oczach. To czego dowiedziałem od Susie sprawiło, że czułem jeszcze większą niepewność i strach. Dziewczyna stwierdziła, że mój pokój jest kompletnie pusty, nie ma w nim śladów po zabawkach który użyłem do mojego planu, ani też nawet śladów krwi... Twierdziła też, że nikt od dłuższego czasu już Toma nie widział. Dopytywała mnie przy okazji o co tak naprawdę chodzi, ale kiedy jej wyjaśniłem przeraziła się. Podobnie jak Tom stwierdziła, że po czymś takim nie ujdę z życiem. Coraz bardziej zdawałem sobie sprawę, że ma rację. Nie mam już szans na spokojne życie. Tom znajdzie mnie wszędzie. Nie będzie miejsca w którym będę mógł czuć się bezpiecznie, a nawet jeśli sądzę, że gdzieś mnie nie znajdzie bardzo się na tym przejadę. Jednak dodatkowo bardzo dręczyło mnie co innego. Co tam się w ogóle stało? Tom jest wszechmogący? Jakim cudem się uwolnił skoro nikt z burdelu nie widział go od dawna i nie miał pojęcia o tym co zaszło?
Miałem ciary na całym ciele, chciałem żeby Amanda już była przy mnie. Najzwyczajniej w świecie się bałem, nie mogłem tego wszystkiego ułożyć w głowie, nie radziłem sobie już. Ostatnio za dużo się wydarzyło. Z tą myślą stanąłem przed drzwiami naszego pokoju hotelowego. Wsadziłem kluczyk do zamka, ale kiedy chciałem przekręcić okazało się, że są już otwarte. Zmarszczyłem czoło. Amanda? Wróciła tak wcześnie? Ale przecież dopiero co wyszła.... Trochę mi się to nie zgadzało, ale miałem jakieś wewnętrzne przekonanie, że to ona bo w końcu tylko ona miała możliwość wejścia tu. Wszedłem powoli do środka. Dopiero kiedy stanąłem w drzwiach uświadomiłem sobie, że przecież nie mijałem się z nią na dole to niemożliwe żeby wróciła. Niestety było już za późno. To co zobaczyłem przed sobą.... eh chciałem wrzeszczeć, ale z mojego gardła nie wydobył się żaden dźwięk, rozchyliłem jedynie usta. Chciałem uciekać, wszystko na nic. Moje ciało było jak sparaliżowane, nie potrafiłem wykonać nawet jednego głupiego kroku w tył. Stałem i wpatrywałem się w moje łóżko. W życiu nie czułem takiego przerażenia, nigdy.
- Jak tam kochanie? Świetnie się bawiłeś prawda?
Kiedy to usłyszałem moje usta zadrżały, a z oczu wypłynęły dwie przezroczyste łzy.
- Ostrzegałem. Chyba nie wszystko dobrze przemyślałeś. Oh, bo stąd niby miałeś wiedzieć, że twój alfons nie jest człowiekiem?
Zaśmiał się. To był Tom. Boże, c-co... jak on w ogóle..., błagam niech to będzie jakiś zły sen. O czym on do mnie mówi. Rzeczywiście nie wyglądał jakby cokolwiek go bolało, był w świetnym humorze.... ale jak to nie jest człowiekiem, przecież to nie możliwe duchy nie istnieją. To by wszystko wyjaśniło, to, że sam się uwolnił, znalazł się tu tak szybko, w świetnej kondycji... Chociaż nie, gdyby nie był człowiekiem nie pozwoliłby mi się zgwałcić i uwolnił by się od razu. Wkręca mnie, nie pozwolę na to, muszę uciekać. Złapałem za klamkę drzwi które przed momentem sie za mną zatrzasnęły, szarpałem dłuższą chwilę. Do cholery jasnej, nie zamykałem ich na klucz więc jakim cudem nie da się ich otworzyć?
Tom w tym czasie nawet nie drgnął, leżąc na łóżku z uśmiechem obserwował moją walkę z klamką.
- Nie trudź się kotku, to i tak nic nie pomoże....
Zaśmiał się i wstał z łóżka. Podszedł do mnie tak blisko, że przyparł mnie plecami do drzwi. Pogładził dłonią mój policzek, patrząc w moje oczy.
- Zaimponowałeś mi chłopcze. Słabe i drobne ciałko, ale ogromna siła wewnętrzna. Nikt się na to nie zdobył, poza tobą Bill.
- T-tom...
Wyszeptałem zupełnie otumaniony. Odczuwałem chyba wszystkie możliwe uczucia na raz. W głowie miałem zupełny mętlik, nic nie składało się do kupy.
- C-czym ty jesteś? O-o c-co tu chodzi? Z-zab-bijesz mnie?
Jąkałem się okropnie. On tylko patrzył nadal w moje oczy. Z uśmiechem tak delikatnym, jakiego jeszcze nigdy nie widziałem na jego twarzy, jedynie jego oczy były takie jak zawsze, te same czekoladowe tęczówki z których bił delikatny blask.
Odgarnął mi grzywkę z oczu i westchnął.
- Kochasz mnie i nienawidzisz. Jesteś zagubiony w swoich uczuciach. Wiem wszystko o tobie i o tym co sprawia, że nie możesz żyć bez myśli o mnie. Ja też Cię kocham i nie zabiję Cie nigdy braciszku...
Słysząc jego ostatnie słowa cały świat zawalił mi się za głowę. O co tu do cholery... kurwa no. O co chodzi? Jaki braciszku? Boże to chyba jakiś sen... Tom moim bratem, przecież ja z nim .... robiłem najbardziej zboczone rzeczy świata! Skoro od dawna o tym wiedział dlaczego na to pozwolił!? Dlaczego zamknął mnie w burdelu!? Kurwa dlaczego? Z tych wszystkich emocji i wrażeń zachwiałem się i świat przed oczami mi zawirował, czułem jak lecę w dół, ale ktoś mnie łapie. Później była tylko ciemność i wymarzony błogi spokój. Otworzyłem oczy. Leżałem w szlafroku na łóżku. Był nowy dzień? Chyba tak. Rozejrzałem się dookoła siebie. Odetchnąłem z ulgą. Więc to wszystko było tylko złym snem... o tak dzięki Ci Boże.... Czułem jak wielki kamień spada z mojego serca. Niestety nie na długo było mi dane zaznać spokoju, kiedy podniosłem się i poszedłem do łazienki usłyszałem, że ktoś jest pod prysznicem. Kontury które zarysowywały się na ściance odebrały mi nadzieje, że to Amanda. Ewidentnie był to mężczyzna. Skrzywiłem się strasznie. Wszystko prysnęło jak bańka mydlana. To nie był sen? Nie ... dlaczego. Oparłem się dłońmi o umywalkę i ciężko wzdychając przyglądałem się mojemu żałosnemu odbiciu w lustrze. Musiałem wziąć się w garść. Nie miałem pojęcia co tu się dzieje, ale koniec z paniką, nauczę się z tym żyć.
- Tom wychodź chcę zrobić siku!
Krzyknąłem bo nie dało się ukryć, że chciało mi się, a nie miałem zamiaru oddawać moczu w momencie kiedy w tej samej łazience znajduje się mój rzekomy "brat". Woda ucichła i drzwiczki kabiny się otworzyły. Zobaczyłem nagiego Toma, do tego wszystkiego po jego ciele spływały krople wody. Kolana się aż pode mną ugięły, a mój członek natychmiast zareagował. Co się ze mną dzieje.... to mój brat... czy on musi być taki seksowny. Tom spojrzał na mnie.
- Wspominałem już braciszku, że znam każde Twoje uczucie?
Uniósł brew i uśmiechnął się, a moje policzki zapłonęły.
- Nie wstydź się, możesz wziąć go do ust, nie obrażę się....
Spojrzałem na niego przerażony. Wszystko odgadł. Wiedział na co mam ochotę.
- Przestań, jesteśmy braćmi, jak w ogóle możesz... jak mogłeś skoro od początku wiedziałeś? Przecież pierdoliliśmy się w każdy możliwy sposób, wyjaśnij mi jak mogłeś to robić z bratem?!
Podniosłem głos nie mogąc wytrzymać, nie ogarniałem zupełnie nic. Czułem się jakbym grał w jakimś kiepskim filmie.
Tom roześmiał się i pokręcił głową.
- Nie wiesz najlepszego, Bill. Jesteśmy bliźniakami.
Powiedział jakby z satysfakcją, a ja czułem, że znowu kreci mi się w głowie.
- To zupełnie nic by nie dało. Nie powstrzymuj tego, nie warto. Oboje pragniemy swoich ciał, bliskości... nic tego nie zatrzyma, pogódź się z tym.
Mówił tak spokojnie, wcale go to nie ruszało. Ja musiałem to wszystko sobie ułożyć. Potrzebowałem czasu żeby zrozumieć.
Pokręciłem głową.
- Dobra wyjdź, muszę siku...
Upomniałem go, ale na jego twarzy zagościł zboczony uśmiech, szczerze mówiąc takiego jeszcze nie znałem.
- Lej przy mnie.
Zmarszczyłem brwi.
- Co? Nie ma mowy.
- Bill albo lejesz w mojej obecności, albo wcale.
Postawił mi warunek, a ja uniosłem obie brwi do góry. Zupełnie mi się to nie uśmiechało, ale wiedziałem, że nie odpuści, a mój pęcherz już nie wytrzymywał. Podszedłem do muszli klozetowej i podniosłem deskę. Rozwiązałem swój szlafrok i niepewnie czując na sobie wzrok Toma nakierowałem właściwie penisa. Zacząłem sikać, ale nie było mi dane zrobić tego w spokoju. Nie mam nawet pojęcia kiedy Tom znalazł się za mną. Zdjął mi całkowicie szlafrok i przyciągnął mój tyłek do swojego krocza. Czułem jego już delikatnie nabrzmiałego penisa między swoimi pośladkami. Jak mogłem się w takiej sytuacji w spokoju załatwić?
Tom zaczął całować moją szyję i w pewnym momencie złapał mojego penisa. Odepchnął moje ręce i sam teraz go trzymał.
- Sikaj braciszku, bardzo ładnie...
Szepnął mi do ucha. Kiedy skończyłem zaczął stymulować moją męskość, chciałem stamtąd uciec, ale nie potrafiłem się mu oprzeć.
- Wiesz, to co zrobiłeś dwa dni temu było bardzo niegrzeczne. Jako, że jestem od Ciebie 10 minut starszy powinienem wymierzyć Ci karę. W tym momencie złapał wolną ręką za moje włosy i szarpnął mocno do tyłu.
Odchyliłem przez to głowę na jego ramię i spojrzałem mu w oczy.
- Nie mam wątpliwości co do tego, że powinienem zerżnąć Cię bardzo ostro. Tylko czy potem będziesz już grzecznym chłopcem?
- Tak braciszku....
Wyszeptałem cicho marząc by dostać od niego tę karę.
- Pamiętaj Bill, że wiele się teraz nie zmieni, masz być mi posłuszny na każdym kroku, jestem za Ciebie odpowiedzialny.
Nie minęło wiele czasu, a ja już wracałem do pokoju ze łzami w oczach. To czego dowiedziałem od Susie sprawiło, że czułem jeszcze większą niepewność i strach. Dziewczyna stwierdziła, że mój pokój jest kompletnie pusty, nie ma w nim śladów po zabawkach który użyłem do mojego planu, ani też nawet śladów krwi... Twierdziła też, że nikt od dłuższego czasu już Toma nie widział. Dopytywała mnie przy okazji o co tak naprawdę chodzi, ale kiedy jej wyjaśniłem przeraziła się. Podobnie jak Tom stwierdziła, że po czymś takim nie ujdę z życiem. Coraz bardziej zdawałem sobie sprawę, że ma rację. Nie mam już szans na spokojne życie. Tom znajdzie mnie wszędzie. Nie będzie miejsca w którym będę mógł czuć się bezpiecznie, a nawet jeśli sądzę, że gdzieś mnie nie znajdzie bardzo się na tym przejadę. Jednak dodatkowo bardzo dręczyło mnie co innego. Co tam się w ogóle stało? Tom jest wszechmogący? Jakim cudem się uwolnił skoro nikt z burdelu nie widział go od dawna i nie miał pojęcia o tym co zaszło?
Miałem ciary na całym ciele, chciałem żeby Amanda już była przy mnie. Najzwyczajniej w świecie się bałem, nie mogłem tego wszystkiego ułożyć w głowie, nie radziłem sobie już. Ostatnio za dużo się wydarzyło. Z tą myślą stanąłem przed drzwiami naszego pokoju hotelowego. Wsadziłem kluczyk do zamka, ale kiedy chciałem przekręcić okazało się, że są już otwarte. Zmarszczyłem czoło. Amanda? Wróciła tak wcześnie? Ale przecież dopiero co wyszła.... Trochę mi się to nie zgadzało, ale miałem jakieś wewnętrzne przekonanie, że to ona bo w końcu tylko ona miała możliwość wejścia tu. Wszedłem powoli do środka. Dopiero kiedy stanąłem w drzwiach uświadomiłem sobie, że przecież nie mijałem się z nią na dole to niemożliwe żeby wróciła. Niestety było już za późno. To co zobaczyłem przed sobą.... eh chciałem wrzeszczeć, ale z mojego gardła nie wydobył się żaden dźwięk, rozchyliłem jedynie usta. Chciałem uciekać, wszystko na nic. Moje ciało było jak sparaliżowane, nie potrafiłem wykonać nawet jednego głupiego kroku w tył. Stałem i wpatrywałem się w moje łóżko. W życiu nie czułem takiego przerażenia, nigdy.
- Jak tam kochanie? Świetnie się bawiłeś prawda?
Kiedy to usłyszałem moje usta zadrżały, a z oczu wypłynęły dwie przezroczyste łzy.
- Ostrzegałem. Chyba nie wszystko dobrze przemyślałeś. Oh, bo stąd niby miałeś wiedzieć, że twój alfons nie jest człowiekiem?
Zaśmiał się. To był Tom. Boże, c-co... jak on w ogóle..., błagam niech to będzie jakiś zły sen. O czym on do mnie mówi. Rzeczywiście nie wyglądał jakby cokolwiek go bolało, był w świetnym humorze.... ale jak to nie jest człowiekiem, przecież to nie możliwe duchy nie istnieją. To by wszystko wyjaśniło, to, że sam się uwolnił, znalazł się tu tak szybko, w świetnej kondycji... Chociaż nie, gdyby nie był człowiekiem nie pozwoliłby mi się zgwałcić i uwolnił by się od razu. Wkręca mnie, nie pozwolę na to, muszę uciekać. Złapałem za klamkę drzwi które przed momentem sie za mną zatrzasnęły, szarpałem dłuższą chwilę. Do cholery jasnej, nie zamykałem ich na klucz więc jakim cudem nie da się ich otworzyć?
Tom w tym czasie nawet nie drgnął, leżąc na łóżku z uśmiechem obserwował moją walkę z klamką.
- Nie trudź się kotku, to i tak nic nie pomoże....
Zaśmiał się i wstał z łóżka. Podszedł do mnie tak blisko, że przyparł mnie plecami do drzwi. Pogładził dłonią mój policzek, patrząc w moje oczy.
- Zaimponowałeś mi chłopcze. Słabe i drobne ciałko, ale ogromna siła wewnętrzna. Nikt się na to nie zdobył, poza tobą Bill.
- T-tom...
Wyszeptałem zupełnie otumaniony. Odczuwałem chyba wszystkie możliwe uczucia na raz. W głowie miałem zupełny mętlik, nic nie składało się do kupy.
- C-czym ty jesteś? O-o c-co tu chodzi? Z-zab-bijesz mnie?
Jąkałem się okropnie. On tylko patrzył nadal w moje oczy. Z uśmiechem tak delikatnym, jakiego jeszcze nigdy nie widziałem na jego twarzy, jedynie jego oczy były takie jak zawsze, te same czekoladowe tęczówki z których bił delikatny blask.
Odgarnął mi grzywkę z oczu i westchnął.
- Kochasz mnie i nienawidzisz. Jesteś zagubiony w swoich uczuciach. Wiem wszystko o tobie i o tym co sprawia, że nie możesz żyć bez myśli o mnie. Ja też Cię kocham i nie zabiję Cie nigdy braciszku...
Słysząc jego ostatnie słowa cały świat zawalił mi się za głowę. O co tu do cholery... kurwa no. O co chodzi? Jaki braciszku? Boże to chyba jakiś sen... Tom moim bratem, przecież ja z nim .... robiłem najbardziej zboczone rzeczy świata! Skoro od dawna o tym wiedział dlaczego na to pozwolił!? Dlaczego zamknął mnie w burdelu!? Kurwa dlaczego? Z tych wszystkich emocji i wrażeń zachwiałem się i świat przed oczami mi zawirował, czułem jak lecę w dół, ale ktoś mnie łapie. Później była tylko ciemność i wymarzony błogi spokój. Otworzyłem oczy. Leżałem w szlafroku na łóżku. Był nowy dzień? Chyba tak. Rozejrzałem się dookoła siebie. Odetchnąłem z ulgą. Więc to wszystko było tylko złym snem... o tak dzięki Ci Boże.... Czułem jak wielki kamień spada z mojego serca. Niestety nie na długo było mi dane zaznać spokoju, kiedy podniosłem się i poszedłem do łazienki usłyszałem, że ktoś jest pod prysznicem. Kontury które zarysowywały się na ściance odebrały mi nadzieje, że to Amanda. Ewidentnie był to mężczyzna. Skrzywiłem się strasznie. Wszystko prysnęło jak bańka mydlana. To nie był sen? Nie ... dlaczego. Oparłem się dłońmi o umywalkę i ciężko wzdychając przyglądałem się mojemu żałosnemu odbiciu w lustrze. Musiałem wziąć się w garść. Nie miałem pojęcia co tu się dzieje, ale koniec z paniką, nauczę się z tym żyć.
- Tom wychodź chcę zrobić siku!
Krzyknąłem bo nie dało się ukryć, że chciało mi się, a nie miałem zamiaru oddawać moczu w momencie kiedy w tej samej łazience znajduje się mój rzekomy "brat". Woda ucichła i drzwiczki kabiny się otworzyły. Zobaczyłem nagiego Toma, do tego wszystkiego po jego ciele spływały krople wody. Kolana się aż pode mną ugięły, a mój członek natychmiast zareagował. Co się ze mną dzieje.... to mój brat... czy on musi być taki seksowny. Tom spojrzał na mnie.
- Wspominałem już braciszku, że znam każde Twoje uczucie?
Uniósł brew i uśmiechnął się, a moje policzki zapłonęły.
- Nie wstydź się, możesz wziąć go do ust, nie obrażę się....
Spojrzałem na niego przerażony. Wszystko odgadł. Wiedział na co mam ochotę.
- Przestań, jesteśmy braćmi, jak w ogóle możesz... jak mogłeś skoro od początku wiedziałeś? Przecież pierdoliliśmy się w każdy możliwy sposób, wyjaśnij mi jak mogłeś to robić z bratem?!
Podniosłem głos nie mogąc wytrzymać, nie ogarniałem zupełnie nic. Czułem się jakbym grał w jakimś kiepskim filmie.
Tom roześmiał się i pokręcił głową.
- Nie wiesz najlepszego, Bill. Jesteśmy bliźniakami.
Powiedział jakby z satysfakcją, a ja czułem, że znowu kreci mi się w głowie.
- To zupełnie nic by nie dało. Nie powstrzymuj tego, nie warto. Oboje pragniemy swoich ciał, bliskości... nic tego nie zatrzyma, pogódź się z tym.
Mówił tak spokojnie, wcale go to nie ruszało. Ja musiałem to wszystko sobie ułożyć. Potrzebowałem czasu żeby zrozumieć.
Pokręciłem głową.
- Dobra wyjdź, muszę siku...
Upomniałem go, ale na jego twarzy zagościł zboczony uśmiech, szczerze mówiąc takiego jeszcze nie znałem.
- Lej przy mnie.
Zmarszczyłem brwi.
- Co? Nie ma mowy.
- Bill albo lejesz w mojej obecności, albo wcale.
Postawił mi warunek, a ja uniosłem obie brwi do góry. Zupełnie mi się to nie uśmiechało, ale wiedziałem, że nie odpuści, a mój pęcherz już nie wytrzymywał. Podszedłem do muszli klozetowej i podniosłem deskę. Rozwiązałem swój szlafrok i niepewnie czując na sobie wzrok Toma nakierowałem właściwie penisa. Zacząłem sikać, ale nie było mi dane zrobić tego w spokoju. Nie mam nawet pojęcia kiedy Tom znalazł się za mną. Zdjął mi całkowicie szlafrok i przyciągnął mój tyłek do swojego krocza. Czułem jego już delikatnie nabrzmiałego penisa między swoimi pośladkami. Jak mogłem się w takiej sytuacji w spokoju załatwić?
Tom zaczął całować moją szyję i w pewnym momencie złapał mojego penisa. Odepchnął moje ręce i sam teraz go trzymał.
- Sikaj braciszku, bardzo ładnie...
Szepnął mi do ucha. Kiedy skończyłem zaczął stymulować moją męskość, chciałem stamtąd uciec, ale nie potrafiłem się mu oprzeć.
- Wiesz, to co zrobiłeś dwa dni temu było bardzo niegrzeczne. Jako, że jestem od Ciebie 10 minut starszy powinienem wymierzyć Ci karę. W tym momencie złapał wolną ręką za moje włosy i szarpnął mocno do tyłu.
Odchyliłem przez to głowę na jego ramię i spojrzałem mu w oczy.
- Nie mam wątpliwości co do tego, że powinienem zerżnąć Cię bardzo ostro. Tylko czy potem będziesz już grzecznym chłopcem?
- Tak braciszku....
Wyszeptałem cicho marząc by dostać od niego tę karę.
- Pamiętaj Bill, że wiele się teraz nie zmieni, masz być mi posłuszny na każdym kroku, jestem za Ciebie odpowiedzialny.
sobota, 23 marca 2013
6.
6.
- Jeśli to zrobisz, zabije Cię!
Krzyczał na mnie dalej bezskutecznie usiłując mnie z siebie zepchnąć.
- Już to zrobiłem...
Zaśmiałem mu się w twarz.
- Twoja dziwka rozdziewiczyła Ci tyłek, no popatrz kto by pomyślał...
Kpiłem sobie z niego odczuwając niemałą satysfakcję z wyrazu jego twarzy i domyślając się jak podle musi się teraz czuć. Co z tego, że mógł mnie zabić. Mimo, że wierzyłem w to, że mu się nie uda to nie żałowałbym tego co zrobiłem nawet gdyby konsekwencją tego była powolna śmierć w męczarniach. Ktoś musiał uświadomić Tomowi jak zniszczył życie moje i wielu innych osób. Ktoś musiał sprawić żeby poczuł sie tak jak my. Widocznie tylko mnie było stać na to żeby tą sprawiedliwość wymierzyć.
Nerwowo zacisnąłem szczękę i jeszcze bardziej oparłem się rękami o brzuch Toma przechylając się do przodu i mając jego oczy w niebezpiecznie bliskiej odległości swoich.
- Myślisz, że boje się śmierci?
Zadałem mu pytanie.
- Gdyby tak było nigdy bym się na to nie zdecydował. Nie obchodzi mnie czy zadasz mi potem ból dwa razy większy niż ja Tobie teraz. Ważne, że będziesz cierpiał, że poczujesz się upokorzony, przestaniesz traktować siebie jak stu procentowego faceta, znienawidzisz swoje ciało.... Nawet nie wiesz od jak dawna marzę o tym żebyś poczuł to samo co ja...
Zmieniłem nieco ton na spokojniejszy.
- Kochałem Cię Tom, nadal Cię kocham, ale nienawiść do Ciebie jest silniejsza.... zaufałem Ci, a ty to wykorzystałeś, nigdy Ci tego nie daruje....
Tom mimo bólu jaki mu teraz sprawiałem patrzył na mnie zimnym i pełnym nienawiści spojrzeniem. Teraz już nie wytrzymałem. Złapałem jego biodra i uniosłem trochę do góry po czym zacząłem pieprzyć go bez opamiętania. Mocno, szybko i głęboko bez cienia delikatności. Nie zważałem w ogóle na jego jęki bólu. Nawet ta świadomość, że sprawiam mu teraz przeogromny ból nie była w stanie mnie zatrzymać. Wszystko się we mnie gotowało, zacząłem wbijać paznokcie w jego biodra. Przyjemność połączona z uczuciem zemsty była jak narkotyk. Odchyliłem głowę do tyłu i przymykając oczy pozwoliłem sobie na głośniejsze jęki przyjemności. Wkrótce poczułem, że mój penis łatwiej wchodzi w Toma, jakby z większym poślizgiem.
Otworzyłem oczy i spojrzałem w tamtym kierunku. Jego tyłek zaczął krwawić. Nie powinienem się dziwić w końcu po tym jak go zjechałem to było do przewidzenia. Powróciłem do ostrego pierdolenia go. Byłem już prawie na szczycie rozkoszy więc jeszcze kilka pewnych ruchów w nim załatwiły całą sprawę. Kiedy spuściłem się w jego tyłek przez moment pozostałem bez ruchu, później z niego wyszedłem i triumfalnym uśmiechem obserwowałem jak z jego tyłka wycieka krew pomieszana z moją spermą. Mhm tak, w końcu masz za swoje Tom, zapamiętasz moją miłość do końca życia. Zabawiłbym się z nim dłużej, ale właśnie dotarło do mnie, że teraz nadeszła pora na ratowanie własnego tyłka. Szybko włożyłem na siebie ubranie wymknąłem się z pokoju, na korytarzu już czekała Amanda.
- I jak masz kasę?
Zapytałem podekscytowany całą sytuacją.
Dziewczyna z uśmiechem pokiwała głową na potwierdzenie moich słów.
- I to całkiem sporą sumkę...
Zaśmialiśmy się razem i szybko opuściliśmy klub. Nasze kroki od razu skierowaliśmy na lotnisko było dla nas jasne, że musimy opuścić Berlin i najlepiej zwiać za granicę, jak najdalej. Wybór padł na Los Angeles. Po długim męczącym locie w końcu byliśmy na miejscu. Tak naprawdę dopiero wtedy mogłem odetchnąć z ulgą. Byłem wolny, poza zasięgiem Toma. Miałem wolną wolę i mogłem robić co chciałem, gdzie chciałem. Nie musiałem już z nikim uprawiać sexu z przymusu. To było niesamowite uczucie którego od tak dawna nie doświadczyłem. Zatrzymaliśmy się w hotelu z zamiarem poszukania w tym czasie czegoś na stałe. Oczywiście wzięliśmy tylko jeden pokój - musieliśmy oszczędzać, ale na szczęście każde z nas miało swoje własne osobne łóżko.
- Niesamowite, że nam się udało...
Westchnąłem opadając na łóżko hotelowe.
- Wiesz Bill nie żałuje, że dałam Ci się na to namówić bo ten pomysł był genialny..... ale cały czas czuje jakiś niepokój, co jeśli kiedyś, gdzieś przypadkowo spotkamy Toma?
Mówiąc to Amanda usiadła na brzegu mojego łóżka. Widziałem po niej, że trochę się tego wszystkiego boi, jednak ja nie podzielałem jej strachu. Naprawdę nie sądziłem, że Tom będzie nas szukał akurat w LA. Nie ma tyle pieniędzy, żeby przeszukać cały świat w poszukiwaniu dwóch dziwek bo przecież nie miał pojęcia gdzie się znajdujemy, z jego punktu widzenia mogliśmy być wszędzie.
- Amy nie martw się jestem pewien, że tutaj nigdy nas nie znajdzie....
Uśmiechnąłem się promiennie.
- Zastanawiam się kto go znajdzie i uwolni...
Szepnęła.
- Hehe kochana, nie sądzę żeby jakaś dziwka była chętna do uwolnienia go.... poza tym jeśli nawet to Tom będzie upokorzony do granic możliwości jeśli któraś z jego szmat zobaczy go w tym stanie...
Amanda uśmiechnęła się do mnie i przyznała mi rację.
- Wiesz co Bill chce dziś zaszaleć, pójdę do jakiegoś klubu, napije się, może poznam ciekawych ludzi, przydaliby nam się jacyś nowi znajomi, przyjaciele....
Jej pomysł wydawał mi się całkiem niezły, ale ja czułem się zmęczony dlatego nie poszedłem z nią. Umówiliśmy się, że w razie czego oboje będziemy pod telefonem, a poza tym Amanda obowiązkowo rano będzie w domu, gdyby tak się nie stało mogę zacząć się o nią martwić.
Wieczorem kiedy dziewczyna wyszykowała się i opuściła nasz pokój hotelowy zostałem sam. Wziąłem długi i relaksujący prysznic. Woda powoli opłukiwała moje ciało z tych wszystkich brudów z lat spędzonych w burdelu. Czułem się jakby to było moje oczyszczenie, jakbym zaczynał wszystko, całe życie od nowa.
Nałożyłem na swoje drobne ciało cieplutki hotelowy szlafrok i powędrowałem do pokoju. Ułożyłem się na moim łóżku i dopiero teraz zacząłem odczuwać wyrzuty sumienia. Nachodziły mnie dziwne myśli. Zastanawiałem się czy Tom bardzo cierpiał, czy nadal cierpi.... a co jeśli nikt go nie odnajdzie? Umrze z głodu, pragnienia, wykrwawi się...co jeszcze... Jak mogłem być taki głupi. Przecież go kocham nie chcę jego śmierci, jak w ogóle mogłem go tak skrzywdzić, sam siebie nie poznawałem. Miałem mętlik w głowie z jednej strony byłem dumny z tego co zrobiłem, natomiast z drugiej te wszystkie domysły co może mu sie stać i jak bardzo cierpi wywoływały u mnie przerażenie. Wpadłem w końcu na pomysł, miałem numer do Susie jednej z dziwek. Wstałem i poszedłem na dół skorzystać z telefonu hotelowego. Musiałem jej powiedzieć żeby uwolniła Toma i zajęła sie nim. Chociaż tyle mogłem zrobić dla świętego spokoju.
- Jeśli to zrobisz, zabije Cię!
Krzyczał na mnie dalej bezskutecznie usiłując mnie z siebie zepchnąć.
- Już to zrobiłem...
Zaśmiałem mu się w twarz.
- Twoja dziwka rozdziewiczyła Ci tyłek, no popatrz kto by pomyślał...
Kpiłem sobie z niego odczuwając niemałą satysfakcję z wyrazu jego twarzy i domyślając się jak podle musi się teraz czuć. Co z tego, że mógł mnie zabić. Mimo, że wierzyłem w to, że mu się nie uda to nie żałowałbym tego co zrobiłem nawet gdyby konsekwencją tego była powolna śmierć w męczarniach. Ktoś musiał uświadomić Tomowi jak zniszczył życie moje i wielu innych osób. Ktoś musiał sprawić żeby poczuł sie tak jak my. Widocznie tylko mnie było stać na to żeby tą sprawiedliwość wymierzyć.
Nerwowo zacisnąłem szczękę i jeszcze bardziej oparłem się rękami o brzuch Toma przechylając się do przodu i mając jego oczy w niebezpiecznie bliskiej odległości swoich.
- Myślisz, że boje się śmierci?
Zadałem mu pytanie.
- Gdyby tak było nigdy bym się na to nie zdecydował. Nie obchodzi mnie czy zadasz mi potem ból dwa razy większy niż ja Tobie teraz. Ważne, że będziesz cierpiał, że poczujesz się upokorzony, przestaniesz traktować siebie jak stu procentowego faceta, znienawidzisz swoje ciało.... Nawet nie wiesz od jak dawna marzę o tym żebyś poczuł to samo co ja...
Zmieniłem nieco ton na spokojniejszy.
- Kochałem Cię Tom, nadal Cię kocham, ale nienawiść do Ciebie jest silniejsza.... zaufałem Ci, a ty to wykorzystałeś, nigdy Ci tego nie daruje....
Tom mimo bólu jaki mu teraz sprawiałem patrzył na mnie zimnym i pełnym nienawiści spojrzeniem. Teraz już nie wytrzymałem. Złapałem jego biodra i uniosłem trochę do góry po czym zacząłem pieprzyć go bez opamiętania. Mocno, szybko i głęboko bez cienia delikatności. Nie zważałem w ogóle na jego jęki bólu. Nawet ta świadomość, że sprawiam mu teraz przeogromny ból nie była w stanie mnie zatrzymać. Wszystko się we mnie gotowało, zacząłem wbijać paznokcie w jego biodra. Przyjemność połączona z uczuciem zemsty była jak narkotyk. Odchyliłem głowę do tyłu i przymykając oczy pozwoliłem sobie na głośniejsze jęki przyjemności. Wkrótce poczułem, że mój penis łatwiej wchodzi w Toma, jakby z większym poślizgiem.
Otworzyłem oczy i spojrzałem w tamtym kierunku. Jego tyłek zaczął krwawić. Nie powinienem się dziwić w końcu po tym jak go zjechałem to było do przewidzenia. Powróciłem do ostrego pierdolenia go. Byłem już prawie na szczycie rozkoszy więc jeszcze kilka pewnych ruchów w nim załatwiły całą sprawę. Kiedy spuściłem się w jego tyłek przez moment pozostałem bez ruchu, później z niego wyszedłem i triumfalnym uśmiechem obserwowałem jak z jego tyłka wycieka krew pomieszana z moją spermą. Mhm tak, w końcu masz za swoje Tom, zapamiętasz moją miłość do końca życia. Zabawiłbym się z nim dłużej, ale właśnie dotarło do mnie, że teraz nadeszła pora na ratowanie własnego tyłka. Szybko włożyłem na siebie ubranie wymknąłem się z pokoju, na korytarzu już czekała Amanda.
- I jak masz kasę?
Zapytałem podekscytowany całą sytuacją.
Dziewczyna z uśmiechem pokiwała głową na potwierdzenie moich słów.
- I to całkiem sporą sumkę...
Zaśmialiśmy się razem i szybko opuściliśmy klub. Nasze kroki od razu skierowaliśmy na lotnisko było dla nas jasne, że musimy opuścić Berlin i najlepiej zwiać za granicę, jak najdalej. Wybór padł na Los Angeles. Po długim męczącym locie w końcu byliśmy na miejscu. Tak naprawdę dopiero wtedy mogłem odetchnąć z ulgą. Byłem wolny, poza zasięgiem Toma. Miałem wolną wolę i mogłem robić co chciałem, gdzie chciałem. Nie musiałem już z nikim uprawiać sexu z przymusu. To było niesamowite uczucie którego od tak dawna nie doświadczyłem. Zatrzymaliśmy się w hotelu z zamiarem poszukania w tym czasie czegoś na stałe. Oczywiście wzięliśmy tylko jeden pokój - musieliśmy oszczędzać, ale na szczęście każde z nas miało swoje własne osobne łóżko.
- Niesamowite, że nam się udało...
Westchnąłem opadając na łóżko hotelowe.
- Wiesz Bill nie żałuje, że dałam Ci się na to namówić bo ten pomysł był genialny..... ale cały czas czuje jakiś niepokój, co jeśli kiedyś, gdzieś przypadkowo spotkamy Toma?
Mówiąc to Amanda usiadła na brzegu mojego łóżka. Widziałem po niej, że trochę się tego wszystkiego boi, jednak ja nie podzielałem jej strachu. Naprawdę nie sądziłem, że Tom będzie nas szukał akurat w LA. Nie ma tyle pieniędzy, żeby przeszukać cały świat w poszukiwaniu dwóch dziwek bo przecież nie miał pojęcia gdzie się znajdujemy, z jego punktu widzenia mogliśmy być wszędzie.
- Amy nie martw się jestem pewien, że tutaj nigdy nas nie znajdzie....
Uśmiechnąłem się promiennie.
- Zastanawiam się kto go znajdzie i uwolni...
Szepnęła.
- Hehe kochana, nie sądzę żeby jakaś dziwka była chętna do uwolnienia go.... poza tym jeśli nawet to Tom będzie upokorzony do granic możliwości jeśli któraś z jego szmat zobaczy go w tym stanie...
Amanda uśmiechnęła się do mnie i przyznała mi rację.
- Wiesz co Bill chce dziś zaszaleć, pójdę do jakiegoś klubu, napije się, może poznam ciekawych ludzi, przydaliby nam się jacyś nowi znajomi, przyjaciele....
Jej pomysł wydawał mi się całkiem niezły, ale ja czułem się zmęczony dlatego nie poszedłem z nią. Umówiliśmy się, że w razie czego oboje będziemy pod telefonem, a poza tym Amanda obowiązkowo rano będzie w domu, gdyby tak się nie stało mogę zacząć się o nią martwić.
Wieczorem kiedy dziewczyna wyszykowała się i opuściła nasz pokój hotelowy zostałem sam. Wziąłem długi i relaksujący prysznic. Woda powoli opłukiwała moje ciało z tych wszystkich brudów z lat spędzonych w burdelu. Czułem się jakby to było moje oczyszczenie, jakbym zaczynał wszystko, całe życie od nowa.
Nałożyłem na swoje drobne ciało cieplutki hotelowy szlafrok i powędrowałem do pokoju. Ułożyłem się na moim łóżku i dopiero teraz zacząłem odczuwać wyrzuty sumienia. Nachodziły mnie dziwne myśli. Zastanawiałem się czy Tom bardzo cierpiał, czy nadal cierpi.... a co jeśli nikt go nie odnajdzie? Umrze z głodu, pragnienia, wykrwawi się...co jeszcze... Jak mogłem być taki głupi. Przecież go kocham nie chcę jego śmierci, jak w ogóle mogłem go tak skrzywdzić, sam siebie nie poznawałem. Miałem mętlik w głowie z jednej strony byłem dumny z tego co zrobiłem, natomiast z drugiej te wszystkie domysły co może mu sie stać i jak bardzo cierpi wywoływały u mnie przerażenie. Wpadłem w końcu na pomysł, miałem numer do Susie jednej z dziwek. Wstałem i poszedłem na dół skorzystać z telefonu hotelowego. Musiałem jej powiedzieć żeby uwolniła Toma i zajęła sie nim. Chociaż tyle mogłem zrobić dla świętego spokoju.
Subskrybuj:
Posty (Atom)